Kategorie: Wszystkie | osobiste | społeczno-polityczne
RSS
czwartek, 15 marca 2012
Postscriptum

Aż 80 proc. Polaków nie chce pracować dłużej.

- PO i PSL mają demokratyczny mandat; demokracja polega na tym, że rządzi ten, który ma 51 proc. głosów w Sejmie. To Polacy dali nam mandat do podejmowania decyzji - odpowiada minister Gowin. I wszystko jasne.

Rząd nie będzie podejmować decyzji pod wpływem ulicy czy dyktatu sondaży poparcia - dodaje następnie minister Gowin.

Wiedźma nawet by to skomentowała, bardzo zjadliwie i tak dalej, ale wstała dziś o 4.30 (czwartej trzydzieści) rano, a przed nią jeszcze cały dzień pracy. Wiedźmie jednakowoż wydawało się, że w demokracji nie chodzi o to, żeby dac komuś na cztery lata władzę absolutną...





Tagi: demokracja
11:18, mieszkamnastrychu , społeczno-polityczne
Link Komentarze (2) »
czwartek, 08 marca 2012
Młodzi, czas się obudzić, z ręką w nocniku, znowu, ale do tego przecież zdążyliśmy się przyzwyczaić

Czyli pan Błażej Lenkowski, młody człowiek zajmujący się pracą umysłową, martwi się o naszą przyszłość.

Czyli o naszą emeryturę. Której prawdopodobnie nie będzie, ha ha, zaśmiała się Wiedźma, patrząc na pasek swojej wypłaty i sumę, którą teoretycznie zarobiła, a którą państwo zapobiegliwie przekazało natychmiast na szczytny cel zapewnienia Wiedźmie godnej starości. O ile oczywiście Wiedźma dożyje sędziwego wieku 67 lat, cały czas pracując. No ale:

Pokolenia III RP są od niej [pracy] uzależnione. Jestem przekonany, że dla większości osób z tych pokoleń dzień przejścia na emeryturę będzie swoistym końcem świata.

 Pan Błażej jest przekonany. Wiedźma pragnie pogratulować, przekonania ważna rzecz (por. po co mi wiedza, skoro mam przekonania.)

Wiedźma zastanawia się tylko, kogo pan Błażej określa mianem „pokoleń III RP”. Kasjerki w Biedronce? Och tak, to musi być uzależniające. Operatorki maszyn w drukarni? Wiedźma do dziś pamięta zapach farby i lakieru, ach nasztachać się jeszcze raz! Panie sprzątaczki? Życie bez latania ze ścierą to faktycznie koniec świata.

A może pan Błażej ma na myśli siebie? Młodego (sądząc po zdjęciu), wykształconego mężczyznę, który z całą pewnością pracuje tylko na jeden etat, a kiedy wraca do domu po ośmio (lub dwunasto) godzinnej zmianie, nie natyka się na gromadkę dzieci, którym musi powycierać noski, nakarmić, posprzątać i tym podobne nieistotne rzeczy, nazywane zwykle „siedzeniem w domu”.

No, ale praca jest dobrem. I jest fajna. Jeśli jej nie lubisz, to znaczy, że jesteś reliktem komunizmu. Nikt nie chce być reliktem komunizmu, więc ściery w garść i do boju, z pieśnią na ustach, i wesoło!

Osobiście wolę pracować kilka lat dłużej, nawet na niepewnym etacie, z koniecznością przekwalifikowania się i zmiany pracy, ale mieć zapewnione minimum przetrwani na starość.

Wiedźma osobiście wolałaby, żeby państwo nie robiło jej w wała i nie defraudowało pieniędzy, które rzekomo pobiera na zapewnienie Wiedźmie godnej starości. Ale

Cudów nie ma

 Zauważa pan Błażej i tłumaczy:

 Środki, które wpłacamy do ZUS, są przecież od razu wydawane na sfinansowanie bieżących emerytur. W efekcie na kontach w ZUS mamy jedynie zapisy księgowe. Aby te zapisy księgowe przełożyły się na wypłatę naszych emerytur za 30 lat, musi istnieć odpowiednia liczba osób wówczas pracujących i wpłacających wystarczające kwoty do ZUS.

Czyli po naszemu: pieniądze, które poprzednie pokolenia zbierały na swoje emerytury, przepadły, zniknęły jak sen jaki złoty. Pieniędzy nie ma. Ale ciężaru utrzymania dzisiejszych emerytów nie weźmie przecież na siebie państwo! Państwo ma o wiele ważniejsze wydatki. Na przykład stadiony. Ciężar utrzymania dzisiejszych emerytów mają wziąć na siebie dzisiejsi pracownicy, którzy tym samym nie odłożą nic na własną emeryturę. Kłopot państwo próbuje rozwiązywać na dwa sposoby:

- po pierwsze - i to jest sposób, którym nasze państwo posługiwało się do tej pory - udawać, że problemu nie ma. Ostatecznie katastrofa nastąpi dopiero za parę lat i nie przełoży się na wynik najbliższych wyborów, poza tym, emeryci, ludzie starzy i schorowani, nie wezmą przecież kamieni i nie pójdą blokować miasta.

- po drugie można rozwiązać go skutecznie. Trochę bardziej brutalnie wprawdzie, ale jak już wspominaliśmy w punkcie pierwszym, katastrofa nastąpi za kilka lat i nie przełoży się na wynik najbliższych wyborów. Rozwiązanie skuteczne jest bardzo proste i polega na tym, żeby znacząco zmniejszyć ilość emerytów.

Innych sposobów Pan Błażej nie widzi, w związku z tym postuluje ten drugi, zapewne dlatego, że może z dużym prawdopodobieństwem założyć, że populacja emerytów nie zmniejszy się o pana Błażeja. (Zmniejszy się o kasjerki w Biedronce, operatorki maszyn w drukarniach, sprzątaczki i robotników budowlanych, ale kto by się tam nimi przejmował?)

Czyli, w jeszcze większym skrócie, państwo zabiera pieniądze, które teoretycznie zbieramy na nasze emerytury, a my po prostu na emerytury nie pójdziemy. Proste? Proste.

Zresztą, dowodzi pan Błażej, przecież wcale nie chcemy. Emerytura to okropna sprawa:

Co to oznacza dla społecznego życia większości osób, które nie będą emerytami milionerami? Pustkę, siedzenie w domu, telewizor, ograniczone kontakty z innymi, autoizolację. Co szczęśliwsi będą mogli liczyć na posiadanie działki i możliwość pracy na niej (pracy - uwaga - pracy!).

Wiedźma już widzi tych wszystkich emerytów, którzy w celu autoizolacji wyrzucą przez okna swoje komputery, telefony itp, zostawiając sobie tylko telewizory, w których na wszelki wypadek zostaną tylko trzy programy. Wiedźma już sobie wyobraża ten dramat emerytów, pielących swoje grządki, w celu zapewnienia sobie choćby namiastki pracy w Biedronce, czy innym Tesco. Wiedźma już sobie wyobraża tę tęsknotę zamkniętej w czterech ścianach kasjerki, której nikt od tygodnia nie zwymyślał, smutek sprzątaczki, która z tęsknoty za detergentem pucuje po raz trzeci czyste talerze. Te wyobrażenia normalnie rozrywają Wiedźmie serce. Czy coś.

Najwyższy czas się obudzić. I wyjąć rękę z nocnika.

poniedziałek, 31 października 2011
Wiedźma na barykadzie

Wiedźma nie ma chwilowo czasu na pisanie, właściwie wcale nie ma czasu na pisanie, bo ciągle musi pisać coś innego, jak na przykład tekst o ofiarach polskiej skrajnej prawicy w latach 1989 - 2011, a było tych ofiar tysiące; rannych, ciężko rannych i również zabitych; była na przykład dwunastoletnia dziewczynka, której wrzucono do pokoju butelkę z benzyną, oparzenia 2 i 3 stopnia, 20% ciała, ale ona przeżyła, a ten piętnastoletni chłopiec, który na antyrasistowskim koncercie dostał bagnetem w plecy, on nie przeżył.

Wiedźma bowiem nad herbatkę wiśniową w oknie swojego strychu przedłożyła ostatnio tak zwane działania społeczne i przyłączyła się do Porozumienia 11 listopada; do wczorajszego wieczoru była całkiem szczęśliwą, choć odrobinę zmęczoną Wiedźmą, radośnie patatającą na jednorożcach. Antyfaszyści bowiem są fajnymi ludźmi, z którymi spędzanie czasu jest nader przyjemne oraz stymulujące intelektualnie; z antyfaszystami fajnie się gada i fajnie stoi na blokadach, na które Wiedźma wszystkich serdecznie zaprasza, przypominając jedynie o założeniu ciepłych gaci, bo listopadowe poranki, dni i wieczory bywają nader chłodne.

Wszystkie zainteresowane osoby Wiedźma zaprasza na naszą stronę i naszego fejsa.

Wszystkie osoby, które chciałyby Wiedźmie pod notką pospamować o patriotyzmie, lewackich bojówkach i homoterrorystach i tym podobnych wesołych rzeczach, Wiedźma serdecznie odsyła na zieloną trawkę i równie serdecznie życzy im, żeby na tejże trawce leżało bardzo wiele psich kupek. (Nie żeby Wiedźma popierała sranie pieskami po trawnikach, ale skoro kupki już leżą, to niech się chociaż przydadzą.)

 

środa, 28 września 2011
Wiedźma czyta, Wiedźma się złości

Wiedźma nie ma czasu pisać notki, powinny dopić kawę i zabrać się za robotę, ale niestety, niestety, Wiedźmą czasem zatrzęsie i może lepiej, żeby ta złość przejawiała się w druku.

Taki oto artykuł o złych nianiach. Bo nianie to złe są. Bo popatrzcie, co to się dzieje!

Niania zniknęła nam w pierwszych dniach września, gdy starsza córka poszła do zerówki. Miałam stres, bo jest tym młodszym rocznikiem a na domiar tego dzwoni niania z informacją, że odchodzi bo zaoferowano jej 300 zł więcej. Może próbowałabym dać jej podwyżkę, gdyby mnie uprzedziła, że ma taką ofertę i ją rozważa. Mała poznała już nianię i ciężko było kogoś znaleźć na jej miejsce w ciągu tygodniowego urlopu - narzeka 34-letnia Basia z okolic Warszawy.

Tak to już jest, moi drodzy pracodawcy, jak się zatrudnia człowieka na czarno, za gównianą pensję i bez żadnej pewności, na jak długo. Działa w obie strony, zdziwieni?

 - Nie przekonała mnie pani, która w rozmowie telefonicznej nie nawiązała nawet do dziecka, ale wyłącznie wysokości pensji. Stwierdziła, że jak dam jej "dwójkę na rękę", to bardzo chętnie. Podziękowałam.

Nie no, jasne. Przecież niani w ogóle nie powinna interesować kasa, nie? Powinna zajmować się dzieckiem z czystego altruizmu, przecież nie robi tego po to, żeby mieć z czego żyć. Dwójka na rękę? W Warszawie??? 

Rodzice dziecka są postawieni po ścianą i niektóre nianie to wykorzystują - podwożą je do miasta, choć im nie po drodze, zwiększają pensję

No to jest naprawdę wykorzystywanie. Skandaliczne! Żądanie podwyżki? I podwożenie do miasta, chociaż im nie po drodze! Niech niania się uczy, że prol jeździ zbiorkomem, a nie kala swoją obecnością samochód pracodawcy! Przecież państwo mogą stracić na tym odwożeniu ze dwadzieścia minut!

by nie uciekła do innej rodziny gdy dziecko ją polubiło

Ależ proszę się nie martwić, ucieknie, to się złapie. I przykładnie ukarze, żeby następnym razem wiedziała. Czytało się "Chatę wuja Toma", się wie.

Żądają umów z płatnym urlopem, biletu miesięcznego i dodatkowych pieniędzy za gotowanie dziecku.

No to dopiero... Do czego to doszło... Pracownik żąda umowy za pracę! Z płatnym urlopem! Dodatkowych pieniędzy za dodatkowe obowiązki! Jak to możliwe? Przecież żyjemy w dziewiętnastowiecznym kapitalizmie? Nie? Serio?

środa, 21 września 2011
Wiedźma udziela porad

Chłopcom poszukującym partnerek na portalach randkowych na podstawie doświadczeń własnych i zasłyszanych.

Mój drogi! 

Chcesz mieć dziewczynę. Bardzo. Rozumiemy, zdarza się. Więc zapisujesz się na ten portal randkowy, spędzasz tam długie godziny... i co? I nic! Nie wychodzi, dziewczęta nie chcą się z Tobą umówić, a czasem wręcz są Bardzo Niemiłe i blokują wiadomości od Ciebie? Być może popełniasz jakiś błąd. I oto Wiedźma, przepełniona nieoczekiwanie miłością bliźniego, postanowiła Ci pomóc. Oto garść porad, które sprawią, że wszystko się zmieni!

Twój opis jest dość istotny. Widzisz, pan Zenek spod GSu, który wita nas codziennie rano okrzykiem "Hrabiniu, pani łaskawie dorzuci do ambrozji!", też "jest jaki jest". Niewiele kobiet zaryzykuje randkę z panem Zenkiem. Spróbuj opisać się trochę bardziej kreatywnie.

No ale załóżmy, że nie jesteś jednostką kreatywną i wrzuciłeś sobie w opis wiele mówiące zdania "jestem jaki jestem" albo "normalny facet w sumie", a także rozmazane, prześwietlone zdjęcie z łazienki, z fleszem odbitym w lustrze. W tym wypadku musisz się wysilić na kreatywność w mailach. Jeśli bowiem potencjalna partnerka dostanie od Ciebie wiadomość treści "cze piękna, opowiedz mi coś o sobie", to prawdopodobnie nie będzie jej się chciało odpisywać. Prawdopodobnie to dziesiąta wiadomość tej samej treści tego dnia.

Równie istotny jest jej profil. Przeczytaj go. 

Jeśli uważasz, że dziesięć zdań opisu to zdecydowanie za dużo, bądź też przeczytanie dziesięciu zdań jest dla Ciebie za trudne, prawdopodobnie dziewczyna, która opisuje się tak ogromną liczbą znaków, nie będzie dla Ciebie odpowiednią partnerką. Nie pisz do niej. Poszukaj kogoś używającego pisma obrazkowego, dogadacie się lepiej.

Jeśli udało Ci się pokonać problem czytania ze zrozumieniem, wykorzystaj zdobyte informacje. 

Jeśli interesująca Cię osoba pisze, że nie jest zainteresowana umawianiem się z żonatym mężczyzną, a Ty właśnie jesteś żonaty - nie pisz do niej. Nie, naprawdę. Bez względu na to, jak bardzo złym człowiekiem jest Twoja żona, ile krzywd Cię spotkało z jej strony i jak bardzo nic już was nie łączy.  Jeśli wydaje Ci się, że opisując zły charakter żony, przekonasz potencjalną partnerkę, żeby zrezygnowała ze swoich wymagań i dała Ci szansę, masz rację: wydaje Ci się. Skończy się tak, że potencjalna partnerka spuści Cię ze schodów, Tobie zrobi się przykro, w kolejnej wiadomości nazwiesz ją Zimną Suką Bez Serca i wspomnisz o tym, że nie ma prawa Cię oceniać, a seks należy Ci się jak psu micha, ona Cię zablokuje... Frustrujące, prawda? 

Niektóre kobiety piszą w profilu, że mają ochotę na seks. Jesteś zachwycony! Natychmiast klikasz w "napisz do niej" i tworzysz epopeję, która sprowadzi potencjalną partnerkę do Twojego łoża. Epopeja brzmi na przykład tak:

Heyka mała , poruchamy się ?

Klikasz "wyślij" i czekasz. A odpowiedź nie przychodzi! Albo - co gorsza - obrywasz krótkim i treściwym "nie". Jak to nie? - myślisz i wysyłasz kolejną epopeję:

Ale pżecierz napisałaś , że chcesz sex !!!! Napisałaś , że chcesz sex a ja chcę się ruchać ,to dlaczego nie ??

Tym razem odpowiedź nie przychodzi, a po kolejnym mailu potencjalna partnerka Cię blokuje. Frustrujące, prawda? Nie rozumiesz, jak mogła nie docenić Twojej oferty! 

Widzisz, chodzi o to, że większość kobiet, które chcą uprawiać seks, nie chce go uprawiać z kimkolwiek. Gdyby chciała, nie rejestrowałaby się na portal randkowy. Pan Zenek spod GSu składa nam podobne propozycje co trzeci dzień. 

Warto dołożyć starań, żeby Twój opis, jak również wiadomości pisane do potencjalnych partnerek, nie zawierały błędów ortograficznych, zawierały za to odpowiednią ilość przecinków. Interpunkcja jest wbrew pozorom istotna. (Taki na przykład trzykropek wbrew pozorom coś znaczy i nie, jeśli w dziesięciu zdaniach maila użyjesz jedenastu trzykropków, to nie wydasz się bardziej romantyczny. Nam też przykro.) 

A zatem życzymy Ci powodzenia. Mamy nadzieję, że nasze rady się przydadzą. 

Całuski.

Tagi: poradnik
10:00, mieszkamnastrychu
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 września 2011
Wiedźma krytyczna

W dawnych czasach, kiedy miłościwie nam panujący zdecydowali się odebrać studentom część zniżek na PKP, obok protestującego NZS Wiedźma spotkała protestującą młodzieżówkę SLD z transparentem głoszącym "Nasi też kradną". Wiedźmie bardzo się ten transparent podobał - czasem i swoich trzeba kopać po kostkach.

Otóż profesor Magdalena Środa była uprzejma napisać krótki tekścik w Wysokich obcasach, zatytułowany przewrotnie "Radziszewska za aborcją!!" (Nie, Wiedźma nie wie, czemu tam są dwa wykrzykniki.)

A tam czytamy:

Uczestnicząc w Kongresie minister Radziszewska, tak jak wszystkie uczestniczki Kongresu - dała swoja zgodę na to, o co Kongres walczy od lat i w czym wspierają nas zagraniczni goście; a mianowicie: o prawo do aborcji (...)

Radykalne zmiany poglądów w okresie przedwyborczym nikogo nie dziwią, jednak wolta minister Radziszewskiej starającej się o reelekcję jest naprawdę imponująca, by nie powiedzieć samobójcza. Bo co na to powie biskup z jej okręgu wyborczego?

Jak fajnie, pani profesor, pani przywaliła Radzi. Super. Byłabym dumna.

Gdyby nie te sześć tysięcy kobiet, które, jak sama pani napisała "uznały, że mimo dzielących nas przekonań i sympatii politycznych jest wiele, wiele spraw, które powinnyśmy załatwić wspólnie". Uprzedziła je pani, że uczestnicząc w Kongresie "dają zgodę"? (Serio? Małgorzata Chmielewska też?)

A naiwnej Wiedźmie wydawało się, że naprawdę chodzi o to, żeby się dogadać ponad podziałami w tych niszowych, kobiecych sprawach takich jak żłobki, urlopy i tym podobne. A naiwnej Wiedźmie wydawało się, że to wielki sukces, że umiemy na moment zapomnieć o tym, co nas dzieli i zająć się tym, co nas łączy, a co również wymaga ciężkiej pracy. Ale skoro ważniejsze okazuje się dokopanie Radzi, to ja nie mam pytań, pani profesor.

(Na wszelki wypadek, Wiedźma pragnie zaznaczyć, że:

a) nie znosi Radziszewskiej, która powinna odejść

b) stosunek do ustawy anty-aborcyjnej ma od lat nie całkiem zdefiniowany, ale bliższy lewej niż prawej stronie

c) po prostu nie znosi manipulacji)

 

Poza tym wczoraj Wiedźma miała okazję usłyszeć sławnego reżysera Brauna, który oznajmił publicznie, że profesor Zygmunt Bauman był przez osiem lat SS-manem, co jest dość zabawne, jeśli wziąć pod uwagę, że profesor Bauman urodził się w 1925, ale tak w ogóle to jest raczej zabawne inaczej.

A jeszcze poza tym, zaczyna się planowanie blokad na 11 listopada i to jest ten akapit najbardziej pozytywny.

Tagi: feminizm
12:11, mieszkamnastrychu , społeczno-polityczne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 września 2011
Wiedźma jeszcze żywa

Wiedźmę ogarnęło straszne lenistwo i nie chciało jej się pisać żadnych notek; nadto zdawało jej się, że nic ciekawego do napisania niet, a przecież błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.

Dziś jednakowoż Wiedźma trafiła na forum GW na całkiem zabawny wątek, w którym młody człowiek, używający końcówek męskich, zapytuje szanowne grono forumujących, jak to rozumieć:

Bo oto mamy dziewczę, z którym nasz bohater lubi konwersować przez komunikatory, bohater podkreśla, że czasem rozmawia im się fajnie i długo, innym czasem zaś dziewczę nie odpowiada na zaczepki o fascynującej treści „hej”, „cześć” tudzież „co słychać”.

He, he, zarechotała złośliwie Wiedźma, przypomniał jej się bowiem ten chłopiec, z którym się ostatnio umówiła, a który jak tylko widział, że Wiedźma na tlenie świeci się na zielono, rozpoczynał konwersację uroczym „cio tam?”

Jeśli Wiedźma nie odpowiadała na tlenie (bo na przykład oglądała film, albo zmywała gary, albo zalewała ją krew na myśl o dorosłym człowieku, piszącym „cio tam”), kolejne próby szły kolejno na fejsa i na maile, na wszelki wypadek wszystkie trzy. Piętnaście minut później szła epistoła; gdyby przeczytał ją ktoś obcy, pomyślałby zapewne, że oto Wiedźma doprowadza do spektakularnego rozpadu związku z piętnastoletnim stażem i piątką uroczych dzieci.

Jak możecie się domyślić, znajomość nie potrwała długo i została zakończona brutalną blokadą wszystkich kanałów komunikacji, a chłopiec na koniec oznajmił Wiedźmie, że jest ona „zimną suką bez serca”. Ta trafna analiza wiedźmiej osobowości zapewniła chłopcu punkt, był to jednak jedyny punkt, który chłopiec zdobył, niewiele więc zmienił.

Forum nie zawiodło i nasz bohater dowiedział się rzeczy, wydawałoby się oczywistych, po czym doszedł do wniosku, że widocznie był nieco nachalny. (Brawa i fanfary.) Co prawda w międzyczasie poprosił o definicję narzucania się – czy mianowicie kiedy on pisze codziennie, to już się narzuca? A jeśli co drugi dzień? W ramach puenty Wiedźma pragnie przekazać nieznanemu dziewczęciu gorące wyrazy współczucia i solidarności.

Ponadto Wiedźma pragnęłaby zapewnić, że będzie pisywać coś częściej niż raz na trzy miesiące, ale niezbadane są ludzkie losy i zagrożenia czyhające za rogiem. Ostatnio na przykład Wiedźma znienacka oberwała po głowie wysoce romantycznym mitem niejakiego Guevary Ernesta, w związku z czym zmuszona była ogołocić okoliczne biblioteki z literatury przedmiotu i porzucić wszelkie inne zajęcia na rzecz zgłębiania historii kubańskiej rewolucji. Historia ta jest niezmiernie fascynująca, wniosków wiele, w tym jeden, którym Wiedźma pragnie się dziś podzielić.

Otóż, proszę państwa, Wiedźma stanowczo postuluje, żeby ludzie niejednoznaczni moralnie rodzili się z rogami, kopytami i ostrzeżeniem wypisanym na czole. Ludzie niejednoznaczni moralnie obdarzeni takimi oczami to jest, proszę państwa, skandal na skalę światową.

Tagi: wiedźma
14:09, mieszkamnastrychu , osobiste
Link Komentarze (2) »
piątek, 27 maja 2011
Wiedźma zła

Poczytała sobie Wiedźma ostatnio o tym, jak to państwo zamierza zadbać o jej zdrowie i bezpieczeństwo. Poczytała, nagła krew ją zalała. Potrzeba było kilku papierosów i herbatki tym razem z wkładką, żeby dojść do stanu, w którym można napisać notkę zawierającą gramatykę.

Na początek: cztery historie z życia Wiedźmy. (Dowody anegdotyczne, które jednak wiedźmim zdaniem mają pewną wartość, może dlatego, że Wiedźma, w przeciwieństwie do wielu innych dyskutantów przynajmniej MA CIPKĘ I CYCKI, które są przedmiotem dyskusji.)

1. Rzecz dzieje się w mieście wojewódzkim. Wiedźma (młoda jeszcze, około dwudziestki) wykrywa sobie w piersi podejrzane zgrubienie, które nie znika. Wiedźma udaje się do ginki. Ginka obmacuje Wiedźmie piersi (nie próbuje być delikatna, ani - dodajmy - uprzejma, bo po co) i daje skierowanie na USG. USG informuje, że "gruczołakowłókniak". Czym jest gruczołakowłóczniak? Nikt w przychodni nie zamierza Wiedźmy informować. Wiedźma dowiaduje się za to, że powinna się zgłosić do onkologa. Onkolog, dowiaduje się Wiedźma, może ją przyjąć za dwa miesiące.

Wiedźma jedzie na wakacje, zostawiając wydruk USG w domu, rodzice Wiedźmy w międzyczasie robią remont, wydruk ulega zagubieniu. Po powrocie Wiedźma stwierdza, że wydruk zaginął, udaje się zatem do przychodni w celu potwierdzenia badania.

- Nikt nie będzie dla pani robił badań dwa razy - oznajmia ginka, zatrzaskując przed Wiedźmą drzwi do gabinetu, za którymi młoda Wiedźma próbuje jeszcze tłumaczyć, że ciągle ma to coś w piersi i nie wie, czym jest cholerny gruczołakowłókniak.

Finał: zgrubienie znika samo, znajomi weterynarze tłumaczą Wiedźmie, czym są włókniaki i gruczołaki, każą się badać samemu i w razie powiększania się niezidentyfikowanego obiektu udać się do innego lekarza. Wiedźma nigdy nie trafia do onkologa.

2. Rzecz nadal dzieje się w mieście wojewódzkim. M. choruje. Choroba wymaga przyjmowania hormonów. M. jest pod stałą opieką gina, który jednakże udaje się na urlop. W tym czasie M. kończą się tabletki. M. udaje się do innego gina, który stwierdza, że M. chce brać tabletki, żeby uprawiać pozamałżeński seks i odmawia wypisania recepty. Zapłakana M. spotyka na korytarzu w przychodni młodego lekarza - internistę, który po wysłuchaniu historii wypisuje M. receptę na potrzebne tabletki.

3. Rzecz dzieje się w mieście stołecznym. Wiedźma, zarejestrowana w państwowej przychodni, czuje potrzebę udania się do gina. Dzwoni do rejestracji, proponują jej termin. Za trzy miesiące.

- Może by tak wcześniej? - nieśmiało pyta Wiedźma.

- Przychodzić rano do rejestracji - słyszy.

Przychodzi, przez cztery kolejne poranki na szóstą rano. Niepokojący ją objaw znika. Wiedźma nie trafia do gina.

4. Rzecz dzieje się w mieście stołecznym. Wiedźma, zarejestrowana w państwowej przychodni, czuje potrzebę udania się do gina. Dzwoni do rejestracji, proponują jej termin. Za trzy miesiące.

- Może by tak wcześniej? - pyta Wiedźma, już bez nieśmiałości, za to z irytacją.

- Do doktora X.

Wiedźma rejestruje się do doktora X, do którego z jakiegoś powodu nie ma kolejek.

- Niech się rozbiera i siada - słyszy. Gin ma nie obcięte paznokcie i brudne ręce. Wiedźma zwiewa z gabinetu.

Jaki z tego morał?

Owszem, kobiety w Polsce za rzadko chodzą do ginekologa. Owszem, rak piersi i szyjki macicy jest wykrywany za późno. A teraz zastanówcie się (do jasnej cholery!) dlaczego tak się dzieje?!

Zastanówcie się (jeśli w ogóle potraficie, wy tępe buce), co jest powodem na rzadkich wizyt, za późno robionych badań, skoro dobrze wykształcona i rozumna Wiedźma nie może się dostać do chrzanionej przychodni i zrobić chrzanionych badań, mieszkając w dużych miastach i doskonale wiedząc, że wizyta i badania należą jej się, jak psu micha, bo płaci cholernie wysokie składki zdrowotne.

A dopóki się nie zastanowicie i nie wyciągniecie wniosków, to Wiedźma powiada wam capslockiem: ODPIERDOLCIE SIĘ OD MOJEJ CIPKI.

15:27, mieszkamnastrychu
Link Komentarze (4) »
wtorek, 17 maja 2011
Ależ lękajcie się

Wiedźmie jest dobrze w blogosferze. Skakanie po linkach, nawet jeśli linki te prowadzą do kolejnego tekstu o smrodzie i lesbijkach, daje Wiedźmie pewne poczucie przynależności do jakiejś wspólnoty poglądów, języka, postrzegania świata. Jest to główny powód, dla którego Wiedźma założyła tego blogaska (jak bowiem wynika z częstotliwości notek, nie założyła go przecież po to, żeby coś w nim pisać, nie?)

Te linki, które Wiedźma trzyma po prawej stronie swojego pięknego blogaska, sprawiają, że Wiedźma czuje się jakoś mniej samotnie w obliczu jajek ciskanych przez obrońców rodziny, kaszalotów ciskanych przez miłościwie nam panującego, oraz smrodu ciągnącego się za pewną katolicką gazetką.

Czasem niestety Wiedźma musi z blogosfery wyjść i natknąć się.

I tak jeden z wiedźmich znajomych (don’t ask, please, Wiedźma zna naprawdę dziwnych ludzi), człowiek głęboko wierzący, zastanawia się nad przedszkolem dla swojego dziecka i decyduje się na przedszkole katolickie, ponieważ „nie chce potem być wzywany na dywanik, jeśli jego dziecko oznajmi koledze nie biegaj w tych rajtuzach, bo wyglądasz jak pedał”.

Wiedźma dzieci nie ma i mieć nie chce, ale tak sobie myśli, że jakby miała, to stawiłaby się na ów dywanik przepełniona wstydem, gdyby jej dziecko wyzywało inne maluchy z powodu ubranek, które wybrali im rodzice. Ale widocznie katolickie zasady miłości bliźniego zakładają inaczej – co sprawia, że Wiedźma zupełnie inaczej spojrzy na kolejne doniesienia prasy prawicowej o tym, jak to zachodnioeuropejska cywilizacja śmierci odmówiła adopcji dzieci katolikom. (Bardzo dobrze – pomyśli Wiedźma z mściwą radością i nawet niespecjalnie się zawstydzi, choć zwykle stara się wstydzić takich wrednych jednak uczuć.)

(W przedszkolu katolickim nie będzie zapewne również żadnego bezbożnego wychowania seksualnego, dzięki czemu dziecko owego głęboko wierzącego nie będzie zapewne nawet wiedziało, kim „pedał” dokładnie jest – poza tym, oczywiście, że można go rozpoznać po rajtkach – ale za to świetnie będzie wiedziało, że to coś bardzo złego. Ciekawe, swoją drogą, czy obrzydzenie do pedałów nie przeniesie się na obrzydzenie do pedalskiego atrybutu. Zimą może to prowadzić do dantejskich scen – nie, mamo, nie rajtuzy, tylko nie rajtuzy! – i w efekcie, do odmrożonego tyłka. Wniosek – homofobia powoduje zapalenie pęcherza.)

W pewna katoliczka (która wcale nie jest homofobką, bo ma znajomych gejów, których bardzo lubi i wcale nie chce gazować, nic podobnego, po prostu pójdą do piekła), na pewnym forum literackim czuje się prześladowana przez lobby homoseksualne, bo wszyscy ciągle piszą o gejach i w dodatku przedstawiają ich jako wzory cnót wszelakich, przez co społeczeństwo zaczyna nienawidzić katolików. (Logiczne i oczywiście nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek dyskryminacją kogokolwiek w KK, bo KK nikogo nie dyskryminuje, jak wszyscy wiemy, Pan Bóg, podobnie jak nasze społeczeństwo, bardzo kocha osoby nieheteroseksualne, pod warunkiem oczywiście, że udają, że ich nie ma.)

Ciężar powyższego prześladowania wspomniana katoliczka odczuła po przeczytaniu tekstu, napisanego przez osobę transseksualną, po dniu pamięci osób transseksualnych. Tekst bowiem był „nieobiektywny”.

(Wiedźma zaś poczuła zupełnie inny ciężar – wiedzy, że można skończyć podstawówkę, gimnazjum i liceum, a potem dostać się na studia i nie zauważyć w dziejach literatury epoki zwanej pozytywizmem. Smutne to, smutne niezmiernie.)

Wbrew pozorom jednak Wiedźma nie tworzy tej notki tylko po to, żeby wylać jad i frustrację. Wręcz przeciwnie.

Bo owszem, czytanie tych zdumiewających wypowiedzi wzbudziło we Wiedźmie kolejno niezrozumienie, niedowierzanie, oburzenie, gniew i długą litanię epitetów, zakończoną tradycyjnie na faszystowskich bucach. Ale potem Wiedźma zgasiła papierosa, zaparzyła sobie herbaty i pomyślała. A potem zerknęła w swoje otwarte karty, a było ich wiele, i pomyślała jeszcze raz. I były to myśli bardzo optymistyczne, w gruncie rzeczy.

Bo ów głęboko wierzący i owa katoliczka, oni słusznie się obawiają. Bo nawet w katolickim przedszkolu ciocia wytłumaczy dziecku, że przezywać kolegów to jest bardzo nieładnie. (Szczególnie jeśli zostanie postawiona przed niełatwym zadaniem wytłumaczenia co to takiego ten pedał innym dzieciom. Ostatecznie nie jest tak, że kluczowa dla wolności religijnej osób wierzących jest mowa nienawiści, ostatecznie nie wszyscy wierzący uważają prawo do mowy nienawiści za niezbywalne prawo każdego wierzącego. Ostatecznie nie wszyscy wierzący uważają za najważniejszy ten fragment ze Starego Testamentu mówiący o „obrzydliwości w oczach Pana” [tu powinny być literki i cyferki, ale umówmy się, że wszyscy wiemy, o jaki fragment chodzi], niektórzy wierzący, na przykład Wiedźmy babcia, podejrzewają, że bardziej istotne są te kawałki o miłości bliźniego. Podejrzane.)

Bo prędzej czy później okaże się (już zaczyna się okazywać!), że używanie słowa „pedał” stawia używającego w jednym rzędzie z grupą kiboli wyjących antysemickie hasła.

Bo książek, opowiadań, filmów i seriali, w których zaczną występować osoby nieheteroseksualne będzie coraz więcej i więcej i nie będą to tylko produkcje skierowane do takich osób (jak Queer as folk), będą to produkcje dla wszystkich (jak Brokeback Mountain albo Torchwood). Prędzej czy później okaże się, że ludzie je czytają i oglądają i przeżywają (po trzecim finale Torchwood Wiedźma płakała dwa tygodnie...) i że znacznie większe znaczenie ma, jaki ten bohater jest, niż jakiej jest orientacji. (No dobra, tu Wiedźma trochę idealizuje. Znacznie ważniejsze będzie, jak rzeczony bohater wygląda.)

Krótko mówiąc, prędzej czy później okaże się, że smutnych ludzi, którzy po prostu muszą wpierdalać się innym ludziom w życie z własną smutną „moralnością” jest coraz mniej. I mniej. I mniej. Czego nam wszystkim Wiedźma serdecznie życzy.

Tagi: homofobia
15:41, mieszkamnastrychu
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Na szpilkach

- Nie lubię feministek - powiedział ostatnio nowo poznany kolega w dziko zatłoczonym pociągu podmiejskim. Był to całkiem fajny kolega, który przez całe dwa dni znajomości nie zrobił ani nie powiedział nic wrednego, ani też nic, co dałoby prawo do przypuszczań, że jest kolega wstrętnym szowinistą, z którym nie warto dłużej gadać.

Zatem "nie lubię feministek" Wiedźma zinterpretowała po swojemu i szybko przetłumaczyła na "nie lubię tych feministek, które widziałem w telewizji; w gruncie rzeczy nie wiem, co mają do powiedzenia, bo montażysta wyciął z całej ich wypowiedzi jedno zdanie, które nie miało większego sensu. Nie lubię tego, co w mojej głowie nazywa się feministką; o tym, czy konstrukcja ta ma cokolwiek wspólnego z rzeczywistością, niewiele wiem".

- Nie lubię feministek - powiedział kolega, a Wiedźma poczuła nagły przypływ dobrej woli i ogarnęło ją poczucie misji, dość nietypowe jak na dziko zatłoczony pociąg podmiejski, do którego nie da się już wejść, ale i tak ktoś się jeszcze wciska z rowerem.

- Ale mnie też? - zapytała zatem Wiedźma, a kolega spojrzał na nią ze zdziwieniem i odparł:

- Nie okazałaś się jeszcze feministką tego typu, którego nie lubię.

Pierwszy sukces - pomyślała Wiedźma. Nie usłyszała bowiem częstego "nie możesz być feministką, feministki są ... (tu wstaw random wypowiedź, nie mającą zwykle nic wspólnego z rzeczywistością)...

Zawsze to dobrze - pomyślała Wiedźma - kiedy ktoś załapie, że feministki są różne, nie ma platońskiej idei feministki i że zanim się zacznie kogoś przekonywać, że jego poglądy są z dupy, warto najpierw sprawdzić, co to za poglądy.

- Opowiem szowinistyczny dowcip - oznajmił dalej kolega i tu już Wiedźma nieco się spięła, bo nie bardzo lubi szowinistyczne dowcipy, podobnie jak te homofobiczne, choć znosi je lepiej niż te antysemickie, zawierające komory gazowe (ha, ha, boki zrywać, prawda?).

- Patriarchat - wygłosił kolega - dał kobietom szpilki, żeby mogły się wywyższać, ale nie podskakiwały.

- Ale ten dowcip - odparła Wiedźma ze zdziwieniem - nie jest szowinistyczny.

Ten dowcpi - rozmyśla Wiedźma dla odmiany nad kawą, ale nadal z papierosem - jest w istocie bardzo inteligentnym dowcipem, jeśli komuś chce się go pointerpretować.

Zacznijmy od początku. Od patriarchatu. Patriarchat, czyli system. Nie tylko mężczyźni, kobiety też tkwią z systemie, myślą systemem. To nie tak przecież, że mężczyźni narzucają kobietom patriarchat, kobiety również wkładają wielki wysiłek w podtrzymanie go. Patriarchat narzucił nam sposób myślenia, który prowadzi między innymi do szpilek. Sposób myślenia zakładający, że jest bardzo ważne, żeby mężczyźni dobrze o nas myśleli.

Wiedźma czytała ostatnio komentarze pod czymśtam dotyczącym seksu (dzieci przestają czytać!). Wypowiedź pierwsza:

Nie lubię seksu analnego, źle mi się kojarzy, mój partner wymuszał na mnie seks analny.

Wypowiedzi kolejne:

Jeśli zgodziłaś się na coś, czego nie chciałaś, to dowodzi braku charakteru.

To dlatego, że nie umiesz się wyluzować i czerpać radości.

Facet nie będzie miał szacunku dla kobiety, jeśli ona będzie się zgadzać na coś, na co nie ma ochoty.

Wszystkie trzy powyższe wypowiedzi pisały osoby o żeńskich nickach, używające żeńskich końcówek, na stronie uchodzącej za "kobiecą". Pomińmy dwie pierwsze wypowiedzi - typowe obwinianie ofiary, obrzydliwe, ale tak popularne, że właściwie już nie szokuje. Skupmy się na wypowiedzi trzeciej: facet nie będzie miał szacunku. Rozmawiamy - przypomina Wiedźma - o seksie. Sprawie dość delikatnej i intymnej. Sprawie, w której - zdawałoby się - najważniejszy jest szacunek do siebie. Do własnego ciała. Do własnych uczuć, własnych pragnień, własnego "chcę" i własnego "nie chcę". Zdawałoby się. Ale widać - niesłusznie. Jak widać braku zgody na pewną aktywność nie uzasadnia się prostym "nie chcę". Jak widać, nawet w łóżku główną troską kobiety powinno być zasługiwanie na męski szacunek!

Tyle patriarchat. Szpilki:

Szpilki to pewien symbol oczywiście. Są oczywiście kobiety (a także mężczyźni), które (którzy) szpilki uwielbiają i nie włożą płaskich butów nawet na spacer po lesie. Ale to nie zmienia faktu, że:

- szpilka to najbardziej niezdrowe obuwie Europy. (Wiedźma napisałaby świata, ale jednak ta Japonia.)

- szpilka ogranicza ruchy, sprawia, nosząca/y jest bardziej bezbronna/y, wolniejsza/y itp.

- owszem, nogi, biodra i pośladki wyglądają zupełnie inaczej. Ile razy zdarzało Wam się być na zebraniu, spotkaniu itp, na którym mężczyźni mieli garnitury i mądrze mówili, a kobiety miały szpilki i świetnie wyglądały? Garnitur sprawia, że człowiek wygląda bardziej profesjonalnie. Szpilki sprawiają, że człowiek wygląda bardziej kusząco erotycznie. Który z tych wyglądów sprawi, że Wiedźma dostanie awans? (Wiedźma, żeby była jasność, nie pracuje w sektorze usług erotycznych.)

Wiedźma wie, że są kobiety, które w łóżku kierują się własnymi potrzebami i nie zastanawiają się, jak "zasłużyć" na szacunek. Wiedżma wie, że są kobiety, które noszą szpilki z przyjemnością, bo lubią.

Wiedźma posiada cztery pary szpilek. Wszystkie cztery pary uwielbia i nosi bardzo często. Wiedźmie wielokrotnie zdarzało się wciskać w szpilki obolałe, poobcierane stopy - bo to było ważne spotkanie, bo pewność siebie, bo to ważne, jak nas widzą. Ostatnio Wiedźma doszła do wniosku, związek przyczynowo-skutkowy: "bolące nogi -> dobre samopoczucie i pewność siebie" zawiera jakiś błąd logiczny.

Wiedźma nie przestanie chodzić w szpilkach. Zacznie się tylko częściej zastanawiać - czy oba na pewno zakłada je "dla siebie"? Komplementy, aprobata wszystkim poprawiają humor i dodają pewności siebie. Czy ten humor i pewność siebie to dość, żeby męczyć się osiem godzin w szpilkach i wykrzywiać sobie stopy? A może można poprawiać sobie humor i dodawać pewności siebie jakoś inaczej, nie dzięki temu, że nogi w szpilkach podobają się kolegom?

Tagi: feminizm
12:13, mieszkamnastrychu
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2