Kategorie: Wszystkie | osobiste | społeczno-polityczne
RSS
czwartek, 19 lutego 2015
Nocia z miłym chłopcem

 Dwie notki w tygodniu, normalnie promocja, ale –

Wiedźma natknęła się, znowu, na chłopca, który Cierpi i, również znowu, tak bardzo jej się zrobiło żal.

 Otóż, chłopiec Cierpi – i dzieli się swoim świadectwem na pewnej grupie, zbierającej singli o specyficznych obyczajach żywieniowych – bo, kolejny raz umówił się z dziewczyną, fajnie im się gadało, dziewczyna się otwarła, zwierzała i ogólnie wyglądało na to, że nastąpiła pewna bliskość – po czym poinformowała, że nie chce pogłębiać tej relacji.

 Był  to nie pierwszy taki przypadek i nie pierwsza taka dziewczyna - i chłopiec najwyraźniej uznał, że to jakaś tajemnicza dziewczyństwa, bo zwrócił się do kobiet w wyż. wym. grupie o wyjaśnienia. O co wam, mianowicie, dziewczyny, chodzi? – zapytuje.

 (Ponieważ, jak powszechnie wiadomo, chodzi nam wszystkim o to samo. Mamy wspólny mózg.)

 Na koniec dodał smutno, że nie chce być emocjonalnym tamponem, potrzebnym nam tylko przez 3 – 4 dni w miesiącu. To chyba ten tampon tak Wiedźmę poruszył.

 Wydawałoby się, że odpowiedź na pytanie, o co chodzi dziewczynie, która deklaruje, że nie chce pogłębiać relacji, w pełni zawiera się w pytaniu – chodzi jej mianowicie o to, że nie chce pogłębiać relacji. Ale Wiedźma nie pisałaby tej notki tylko po to, żeby udzielać prostych odpowiedzi.

 Zwróćmy bowiem uwagę na kilka rzeczy:

 - To nie jest pierwszy taki przypadek. Czy nie nasuwa się podejrzenie, że młody człowiek dąży do „pogłębiania relacji” z każdą dziewczyną, która zechce z nim chwilę porozmawiać? Wydaje się to nawet nie tak dziwne, biorąc pod uwagę, że młody człowiek zakłada, że wszystkim nam chodzi o to samo, bo mamy wspólny mózg.

Zatem porada pierwsza: Jesteśmy ludźmi, młody człowieku. Wbrew zaciemniającym twój obraz cyckom, jesteśmy ludźmi. Jesteśmy różne. Jeśli jest ci wszystko jedno, z którą z nas „pogłębisz relację”, to zainwestuj w gumową lalę, bo zdaje się, że nie potrzebujesz towarzyszki z bogatszą osobowością.

 - Rozczarowanie. Wiedźma pisała o rozczarowaniu w poprzedniej noci, pamiętacie. Młody człowiek jest rozczarowany, ponieważ, najwyraźniej, już nawet odbycie cywilizowanej rozmowy, pozwolenie sobie na szczerość i otwartość, jest – a przynajmniej być powinno – wiążącą obietnicą „pogłębienia relacji”.

I porada druga: Młody człowieku, rozmowa to jest coś takiego, co nader często ma służyć aż i jedynie, przyjemności płynącej z rozmowy. Nie wiem, napisz to sobie na ścianie, oszczędzisz sobie rozczarowań, a kolejnym dziewczętom facepalmów, które muszą nieuchronnie następować, kiedy okazuje się, że ona mówi o malarstwie holenderskim XVII wieku, a ty słyszysz obietnicę „pogłębienia relacji”.

 - Emocjonalny tampon. Emocjonalny tampon to fraza, która Wiedźmie wydała się w pierwszej chwili nader zabawna i skłoniła ją do napisania tej noci. W drugiej chwili... cóż, w drugiej chwili zabawnie już nie było.

I teraz następuje porada trzecia: Otóż, są dwa sposoby reakcji na emocjonalne zwierzenia. Jeśli osoba, która ci się zwierza, jest dla ciebie ważna i jej problem cię interesuje – słuchasz, doradzasz, pocieszasz, wspierasz. Jeśli osoba, która ci się zwierza, nie jest dla ciebie ważna i jej problemy cię nie interesują – po prostu jej o tym powiedz. Nie słuchaj, nie wspieraj, nie doradzaj i nie pocieszaj. A przede wszystkim – nie okłamuj. Nie udawaj, że interesuje cię ona, jako człowiek z emocjami, przeżyciami, potrzebą rozmowy, kiedy w rzeczywistości interesuje cię tylko to, żeby zamoczyć. Bo to – to jest naprawdę nieuczciwe. Znacznie bardziej, niż założenie, że rozmowa jest rozmową i nie musi prowadzić do niczego więcej. Znacznie bardziej niż szczere postawienie sprawy i szczera informacja nie chcę pogłębiać tej relacji.

 Bo ona nie musi chcieć. Bez względu na to, jak wydawało się fajnie, bez względu na to, ile niewypowiedzianych obietnic usłyszałeś – ona może po prostu nie chcieć. Szczerze mówiąc, Wiedźma wcale jej się nie dziwi. 

środa, 18 lutego 2015
Nocia ze strachem i rozczarowaniem

 

Wiedźmie nie chce się szczególnie szukać wiadomego spotu Fundacji Dzieci Niczyje, załóżmy więc, że wszyscy wiedzą o czym mowa, dobrze? Tym bardziej, że nocia będzie mocno na marginesie.

Wiedźma wychowała się w tak zwanym domu otwartym. Były to czasy, kiedy nie tylko nie było komórek, ale i na telefon stacjonarny czekało się latami (a rezerwacje w schronisku PTTK można było zrobić za pomocą kartki pocztowej i w ten sam sposób otrzymywało się potwierdzenie, tak tak).

Być może dlatego – że umawianie się wcześniej było znacznie trudniejsze – domy były trochę bardziej otwarte. Po prostu wpadało się do kogoś znienacka.

Do domu Wiedźmy wpadało dużo ludzi. Część z nich zostawała na noc. Koledzy i koleżanki nastoletniej Wiedźmy również wpadali na noc – rodzice nie mieli z tym właściwie żadnego problemu, nawet jeśli o niespodziewanym gościu dowiadywali się przy śniadaniu.

Może dlatego fraza „możesz się u mnie przespać” wychodzi z ust Wiedźmy całkowicie naturalnie i wręcz odruchowo.

A może nie powinna.

Ostatnio Wiedźmie przydarzyła się taka sytuacja, że – była impreza, na imprezie tłum ludzi, w znacznej części zza wschodniej granicy i jeden taki młody chłopiec uparł się, że on odprowadzi Wiedźmę do domu. W sumie, fajnie się z nim gadało, więc Wiedźma się zgodziła. Problem był tylko taki, że jak już Wiedźma z chłopcem do domu doszła, to miała właściwie trzy wyjścia: 1) odprowadzić go z powrotem, bo się przecież zgubi, 2) dać na taksówkę, 3) przenocować na kanapie.

Było zimno, a Wiedźma na taksówkę nie miała. Jakby miała, to by przecież nie wracała na piechotę, nie?

Kanapa była jedynym wyjściem.

Niestety, okazało się, że chłopiec nie całkiem tak samo rozumie frazę „możesz się u mnie przespać” i zaczął czynić uwagi, że właściwie Wiedźma mogłaby się przespać z nim.

Wiedźma odmówiła stanowczo i poszła spać sama. Chłopiec był szalenie rozczarowany i dawał temu wyraz – na szczęście tylko werbalnie, ale i tak. Wiedźma zaczęła się bać.

Dalej – czytelniczki i czytelnicy – uważajcie, bo nocia się rozwidla. Dwie drogi. Dwie osoby na dwóch różnych łóżkach. W jednym strach. W drugim rozczarowanie.

Zacznijmy od strachu.

(Nie wolno się bać.
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.)

Uczą nas – kobiety i dziewczęta – uczą nas się bać. Zastanawiać nad każdym krokiem. Rozglądać w ciemnych ulicach. Trzymać klucze między palcami i gaz w torebce. Zastanawiać przed każdym wyjściem, czy ta spódnica nie będzie za krótka, przed każdym uśmiechem – czy nie będzie czegoś znaczył. Przed każdym flirtem – czy on czegoś źle nie zrozumie.

Czy nie otwieramy jakichś drzwi, których potem nie będzie można zamknąć.

Wiedźma nienawidzi się bać. Wiedźma się bać nie chce. Wiedźma pamięta, że kiedyś się nie bała.

(Wiedźma już kiedyś o tym pisała; dziewczynka poszła z nowo poznanym kolegą do domu, wypiła butelkę domowego wina, zaproponowano jej grzecznie seks, dziewczynka równie grzecznie odmówiła, odmowa została przyjęta spokojnie i ze zrozumieniem; dziewczynka się nie bała! Była przekonana, że po prostu może odmówić; nie jest to nic strasznego, niegrzecznego, niewłaściwego. Dziewczynka nie zdawała sobie sprawy, że idąc do tego mieszkania już dała przyzwolenie na wszystko, co ją spotka. Czy nie na tym polega ostrzeganie ofiary? Bój się. Nie rób. Uważaj. Jeśli się nie boisz, robisz, nie uważasz – to twoja wina. Pozwoliłaś.)

Uczą was – chłopców, mężczyzn – uczą was, że wam wolno. Że drzwi, które dziewczynki, kobiety, raz otwarły, nie można ot tak zamknąć. Uczą was, że dziewczynki, kobiety, które są nieostrożne, które się nie boją – one chcą, zasługują, należy im się. (Przecież ostrzegano je, prawda?)

Jeśli dziewczynka wpuściła was do domu, to tak jakby powiedziała – tak, chcę uprawiać z tobą seks. Jeśli potem mówi, że nie – masz prawo czuć się rozczarowany. Masz prawo się domagać. Wpuszczenie do domu jest – przecież – obietnicą. (Przecież ostrzegano ją, prawda?)

Nie żyjemy w idealnym świecie, mówi nam wiadomy spot. Nie żyjemy, więc ty się bój, uważaj, nie bądź głupia, bo sama będziesz sobie winna.

A ty, przecież już wiesz, albo zaraz się nauczysz, że – nic ci nie grozi. Ona sama będzie sobie winna. A jeśli ona jest głupia, nie myśli, pozwala - to tobie wolno. Wszystko.

Dziś już Wiedźma się boi.

sobota, 03 stycznia 2015
Nocia z polską literaturą

Ponieważ Wiedźma znowu natknęła się na tekst analizujący rasistowski wydźwięk wierszyka "Murzynek Bambo" - i znowu zabrakło jej w tym tekście odrobiny kontekstu. Po czym Wiedźma uświadomiła sobie, że jej właściwie przy każdej takiej dyskusji brakuje kontekstu. Historycznego takiego.

To chyba największy problem potocznych dyskusji o polskiej literaturze, a może polskich dyskusji o literaturze - zawsze mówi się o niej, jakby była napisana wczoraj. 

Tymczasem Murzynek Bambo został napisany niemal sto lat temu! Martin Luther King nie zdążył się jeszcze urodzić; segregacja rasowa w Stanach trwała w najlepsze. Czy nie jest - ten wierszyk - dobrym pretekstem do podyskutowania o historii? Czy nie należałoby gdzieś wreszcie zauważyć, że utwór z pierwszej połowy wieku XX, czyta się trochę inaczej w pierwszej połowie wieku XXI pierwszego? Czy nie moglibyśmy wreszcie zauważyć, że czas płynie i świat się zmienia?

Tymczasem - nie. Wszystko mniej więcej jak leci czytamy, jakby właśnie powstało wczoraj; nieważne, czy chodzi o Prusa, Orzeszkową i Żydów, cy Tuwima i Murzynka Bambo, czy - sięgając do literatury zagranicznej - Chatę wuja Toma

Nic dziwnego, że w narodzie pojawia się przekonanie, że lewaki chco cenzorować literature! Nasze, polske!

Gdzieś znika taka prosta myśl, że koncept wszyscy ludzie są równi jest konceptem stosunkowo nowym i że ludzkość dochodziła do niego (i wciąż dochodzi) ścieżkami, które czasem wydają się pokrętne. Weźmy na przykład, żeby odczepić się na chwilę od Bambo, Prusa, Orzeszkową i "obraz Żyda w literaturze polskiej". 

Jeśli się zastanowimy, przypomnimy sobie coś niecoś z historii i coś niecoś z historii literatury, to niechybnie dojdziemy do kilku prostych faktów:

- Lalka odczytywana dzisiaj miewa wyraźny wydźwięk antysemicki

- Lalka pisana i wydana pod koniec XIX wieku miała wydźwięk wyraźnie anty-antysemicki. 

- gdzieś między rokiem 1890 a rokiem 2015 zaszła w Polsce (i na świecie), jakaś zmiana, która sprawiła, że dziś już o tak o Żydach pisać i mówić nie należy.

Czy znaczy to, że należy pozbyć się Lalki z kanonu lektur? Nie, uważa Wiedźma, nie należy. Należy natomiast zacząć myśleć przy czytaniu. 

Podobnie ma się sprawa z nieszczęsnym Bambim. Wiecie, Wiedźma naprawdę nie jest historyczką literatury i, żeby nie było, nie zna się na tej literaturze jakoś świetnie. Ma jednak taką intuicję, że - w czasie, kiedy zasadnicza większość społeczeństwa skłonna była uważać Afrykanów za... nie całkiem rodzaj człowieka (proszę sobie przypomnieć choćby Koziołka Matołka z roku 1933 - czarni byli to straszliwcy. Wyją, krzyczą, szczerzą zęby. W nosach mieli jakieś kółka, farbą zaś znaczone gęby), Murzynek Bambo miał wymowę głęboko antyrasistowską? Jakby nie patrzeć, mamy do czynienia z bohaterem, który jest naszym kolegą - wygląda trochę inaczej, nie bardzo lubi się myć i tym podobne, ale jest w zasadzie takim samym dzieciakiem, jak odbiorca docelowy wierszyka? Uczy się - jak odbiorca wierszyka - z czytanki i właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby chodził z odbiorcą do szkoły? Czy w kontekście "czarnych straszliwców" nie brzmi to wręcz radykalnie antyrasistowsko?

Naprawdę nie ma sensu - dziś - rozpatrywać Murzynka Bambo, Lalki, Chaty wuja Toma, czy Tomka Sawyera jako literatury rasistowskiej. Była - jest - odbiciem rasistowskiego świata. Na swój sposób próbowała z rasizmem w tamtym świecie walczyć. Dzisiaj jest... historycznym zapisem. 

Dzisiaj dyskusja czy mały Afrykańczyk może chodzić z polskim dzieckiem do szkoły, samo postawienie takiego pytania, będzie przejawem rasizmu. Sto lat temu było przejawem czegoś całkowicie z rasizmem sprzecznego. 

Czy Wiedźma nie mogłaby dożyć czasów, w których sienkiewiczowska trylogia nie będzie już przyczynkiem do dyskusji o patriotyzmie, tylko obrazem myślenia ludzi pod koniec wieku XIX, w Murzynku Bambo nie będzie rozpatrywany jako "obraz Afrykanina w literaturze polskiej" tylko jako odbicie myślenia ludzi z bardzo dawnych czasów? 

Bo jeśli nie - jeśli nie jesteśmy do tego zdolni, jeśli ludzie nadal kształtują swoje wyobrażenie o mieszkańcach Afryki na podstawie wierszyka z początku XX wieku, to naprawdę coś jest z naszą szkołą i naszym rozumieniem literatury bardzo nie halo. I być może naprawdę należałoby z tego wierszyka w dziecięcej edukacji zrezygnować. I z Lalki. I z paru innych lektur. 

Jeśli program języka polskiego jest tak przeładowany, że na powtórzenie kilka razy - kiedyś ludzie myśleli w ten sposób; oto historyczny zapis; w międzyczasie nastąpiła zmiana; dziś te dzieła odczytuje się inaczej; dziś mamy instrumenty, żeby interpretować je tak i tak - jeśli brakuje nam na to wszystko czasu, to może w ogóle nie ma sensu sięgać do literatury starszej niż - powiedzmy - lat pięćdziesiąt. Trudno się bowiem nie zgodzić, że literatura wieku XIXstego i początków wieku XXstego, rozpotrywana jako wzory postępowania, a nie zapis historii ludzkiego myślenia, jest - po prostu - szkodliwa. 

poniedziałek, 29 grudnia 2014
Nocia z dziećmi

Ostatnio Wiedźma przeczytała, dosyć - jak się zastanowić - zabawny felieton, w którym znana i szanowana publicystka dzieli się swoją traumą, związaną z faktem, że ludzie robią kupę

Wiedźma przyznaje, że nie jest pewna, czy z tak głębokich problemów wypada się w ogóle śmiać - być może pani Kublik do dziś nie może przestać myśleć o tej kupie, która była - przecież - tak blisko, w tej samej restauracji, oddzielona tylko paroma metrami przestrzeni i paroma warstwami pampersa. Może pani Kublik należy się tu raczej współczucie, a tymczasem wredna, złośliwa Wiedźma się podle nabija.

Więc teraz - postarajmy się - poważniej.

Wiedźma nie dzieci, mieć ich nie chce i nie planuje. Dzieci, szczególnie te mniejsze, mają skłonność do wydawania z siebie zdecydowanie za wysokich i zdecydowanie za głośnych sygnałów dźwiękowych, które Wiedźmę szalenie męczą. Z większości spotkań rodzinnych zawierających dzieci, Wiedźma wychodzi raczej wcześnie, tłumacząc mętnie, że zostawiła żelazko na gazie i - nie, naprawdę, muszę pędzić!

Wiedźma bowiem nie znosi hałasu. Jest to problem Wiedźmy. 

Wiedźma, obdarzona czwórką młodszego rodzeństwa, zmuszona była zrozumieć tę prostą prawdę jakoś tak w połowie podstawówki. Może dzięki temu Wiedźma nie pisze dziś idiotycznych felietonów do Wyborczej - o tym na przykład, jak krzywdzi ją miejscowy Karfurr, puszczając głośno i w kółko tę samą płytę z polską dyskotekową muzyką ludową. 

Jest to problem Wiedźmy; nie dziecka i nie jego rodziców - bo dzieci tak mają. Nie robią tego nikomu na złość i nie da się im wytłumaczyć, że mają nie wrzeszczeć, a tym bardziej - wstrzymać się z robieniem kupy. 

A to, ze dzieci tak mają - to nie jest żaden powód, żeby ich rodzice (choć trudno oczywiście nie zauważyć, że pani Kublik z jakiegoś powodu ma problem głównie z matkami) spędzali życie w czterech, najlepiej wygłuszonych, ścianach własnego domu. 

Wiedźma doskonale rozumie, że pani Kublik chce mieć spokój w restauracji. Wiedźma też chce. Z tym, że elementem dorosłości Wiedźmy jest świadomość, że nie zawsze mamy to, czego chcemy. Dziecko tej świadomości nie posiada, pani Kublik powinna. 

Szczególnie, Wiedźma przyznaje, zdumiewającą cechą tej niepojętej krucjaty przeciw matkom, prowadzonej ostatnimi czasy przez GazWyb, jest jej - dziecinność właśnie. Dziecinne tupanie nóżkami, bo ma być tak ja, JA, szanowna publicystka sobie życzę, ja, JA, mam mieć spokój w restauracji, a wszyscy, którzy się w mojej wizji nie mieszczą, mają iść won, bo brzydko pachną, robią łaskę, mają nie taki wyraz twarzy i nie dość kulturalnie jedzą. 

Ja, JA, szanowny profesor popylam tym chodnikiem, więc te wszystkie baby z wózkami mają natychmiast zniknąć i mi nie przeszkadzać, bo ja, JA. Mój chodnik, mój trawnik, moja restauracja, mój spokój. 

Otóż, czytelniczko, czytelniku, elementem bycia dzieckiem, jest nieumiejętność dostosowywania się do sytuacji. Elementem bycia dzieckiem jest nieumiejętność wstrzymania się ze zrobieniem kupy. 

Elementem bycia dorosłym jest umiejętność objęcia rozumem prostego faktu, że nie jesteś tu sam/a. Czasami musisz się dostosować i znieść coś, co bywa do zniesienia przykre. Ktoś puści bąka w towarzystwie. Pęknie rura ze ściekami. Kot narobi na kanapę. Dziecku będzie trzeba wymienić pampersa. Takie życie i roszczeniowa postawa pani Kublik go nie zmieni. Najwyższy czas dorosnąć. 

19:19, mieszkamnastrychu
Link Komentarze (1) »
wtorek, 23 września 2014
Nocia z różnicami

Wiedźma podzieli się dziś z Wami pewna oczywistością; otóż jest różnica między seksem a gwałtem. Jest to różnica dosyć spora – możecie ją sobie zwizualizować jak taką jebucko wielką przepaść, a z bardzo odległego dna sterczą takie grube, zaostrzone pale.

Różnica między seksem a gwałtem jest taka, że seks robi się za obopólną zgodą.

Między wyrażeniem zgody, a nie wyrażeniem sprzeciwu również jest różnica.

W życiu zdarzają się sytuacje, w których ktoś nie jest w stanie wyrazić sprzeciwu. Ktoś może być odurzony. Może cierpieć na bezsenność i akurat jest po mocnej tabletce. Może być w śpiączce. Albo w narkozie.

Przyczyna, dla której osoba nie może wyrazić sprzeciwu, jest w naszych rozważaniach szalenie nieistotna, ponieważ – dopóki wszyscy nie wyrażą zgody, to będzie gwałt.

Nie „chora miłość”. Nie „zbliżenie”. Nie „wykorzystanie”. Gwałt.

Między gwałtem na osobie nietrzeźwej, a gwałtem na osobie w narkozie, różnicy – dla odmiany - nie ma. Nie ma. Ani pół.  

 

To było jakieś dwadzieścia lat temu. Wiedźma pojechała w góry. Na ostatni nocleg na trasie zjechało się bardzo dużo ludzi. Większość z nich Wiedźma jakoś tam znała – z widzenia, czy wymiany kilku słów, czy coś w ten deseń. Wieczorem było ognisko, na ognisku bardzo dużo wódki. Wiedźma się upiła. Zresztą, nazwijmy to po imieniu – schlała się Wiedźma, nieomal do nieprzytomności.

Tamten koleś się zatroszczył. Nawet herbaty Wiedźmie zrobił. A potem, kiedy Wiedźma się, z pewnym trudem ulokowała się w śpiworze, zaczął się do tegoż śpiwora nachalnie dobierać. A Wiedźma, pijaniusieńka jak nie przymierzając stodoła, nie bardzo mogła podnieść rękę.

Na szczęście ktoś wszedł. Może zauważył, że Wiedźma próbuje – dość bezradnie i niezbyt wyraźnie – wybełkotać „spierdalaj”. Może koleś po prostu nie chciał mieć świadków. W każdym razie sobie poszedł.

Wiedźma potem opowiedziała o tym wydarzeniu wszystkim znajomym. Ale tamten koleś miał poważanie w środowisku. Znacznie większe, niż młoda Wiedźma. Która dowiedziała się – głównie – że trzeba było się nie upijać. I że przecież nic się nie stało. A w ogóle, upijać się nieładnie i opowiadać takie rzeczy o takim spoko kolesiu to jest jeszcze nieładniej.

Wiedźma się ze środowiska wymiksowała. Ostatnio dowiedziała się, że koleś zjawił się na czyimś ślubie. Była tam młoda laska, która strasznie się upiła i chciała wracać do domu przez park. Koleś chciał się zatroszczyć. Zrobił jej herbaty. I koniecznie chciał ją przez ten park odprowadzić. Wszyscy uznali, że to świetny pomysł; narąbana laska psuła ludziom imprezę.

I tylko jeden gościu uparł się, że tak nie będzie, on tę pannę taksówką odwiezie, a z kolesiem do parku jej nie puści.

Ten właśnie gościu Wiedźmie potem tę sytuację streszczał. Jak zobaczył tę dziewczynę, która ledwo stała na nogach. Jak sobie przypomniał Wiedźmy opowieść z dawnych czasów. Jak nie chciało mu się z tego wesela wychodzić – bo zabawa była przednia, bo dawno nie widziani znajomi, bo – przecież to było wiele lat temu, koleś mógł się zmienić, poprawić, bo przecież może nic się nie stanie.

Ale odwiózł ją tą taksówką. A potem w środowisku była wielka obraza. Na pannę – bo wyciągnęła z imprezy fajnego gościa, najlepszego gitarzystę. Na gościa, bo się wcześniej urwał.

I tylko na kolesia żadnej obrazy nie było. Nadal ma poważanie w środowisku. Wiecie dlaczego tak jest?

Bo nie nazywamy gwałtu – gwałtem.  

11:33, mieszkamnastrychu
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Nocia z Voldemortem

Jest taki – prywatnym Wiedźmy zdaniem genialny – fanfik do Harry’ego Pottera, który nazywa się Niewybaczalne, czyli babska historia. Jeśli go nie czytałyście/czytaliście, to serio, biegnijcie nadrabiać. Kawał doskonałej literatury, twierdzi Wiedźma.

Ale dzisiaj nie o literaturze będzie, chociaż zaczynamy z fanfika. Niewybaczalne to opowieść o początkach Voldemorta. O tym, w jaki sposób bardzo zdolny, ale zupełnie nikomu nie znany młody człowiek, bez koneksji i bez pieniędzy, wspina się na szczyt, z którego blisko już do absolutnej władzy nad światem.

Jest to sposób, wydawałoby się, zaskakujący; młody Tom Riddle zostaje – nauczycielem. Guwernerem.

Czy nie wydaje się to dziwaczne? Nauczyciel. Typowo „babski” zawód. (80% nauczycieli to kobiety, dane z 2011 roku). Źle opłacany, mało szanowany, coraz częściej pogardzany.

I – władza nad światem.

A przecież – rozumie Wiedźma – jest to przecież tak zdumiewająco proste. Świat, to jaki będzie w swojej najbliższej, a także i najdalszej przyszłości, zależy przecież w prostej konsekwencji od tego, jacy będą na tym świecie ludzie. A to – w równie prostej konsekwencji – zależy od tego, jacy będą ich rodzice i nauczyciele.

Nie jest najistotniejsze, jakie kolejne drony uda nam się wynaleźć i jak będą bardzo celne i precyzyjne. Najistotniejsze jest, kto będzie wciskał guziki.

Być może w niedługiej przyszłości ktoś wynajdzie lek na raka, a inna ktosia – na Altzhaimera, być może. Ale to również nie będzie aż tak istotne, jak pytanie, jak owe leki będą dystrybuowane? Jaki procent świata będzie miał do nich dostęp?

A to wszystko będzie zależało od jednej rzeczy – od tego, jak wychowamy nasze dzieci.

I to jest, szanowni czytelnicy, szanowne czytelniczki, zdumiewająca sprawa. Pozwoliliśmy sobie otóż wmówić, że wychowywanie i uczenie naszych dzieci, to jest sprawa... mało istotna. Pozwoliliśmy sobie wmówić, że jest to sprawa znacznie mniej istotna niż przyszłość banków, branży IT, rozwoju farmacji...

Pozwoliliśmy i pozwoliłyśmy sobie wmówić, że rodzicielstwo, nauczanie i wychowanie to są dziedziny życia kobiet. Pozwoliliśmy i pozwoliłyśmy sobie wmówić, że dziedziny życia kobiet są dla świata niejako mniej istotne, niż dziedziny świata mężczyzn.

Wiedźma nie potrafi powiedzieć, co było najpierw – czy najpierw uznaliśmy, że ta najważniejsza dla przyszłości ziemi (tej ziemi) dziedzina życia jest kobieca – a więc z definicji gorsza, lekceważona i mniej, jeśli w ogóle, opłacana, czy też najpierw uznaliśmy, że ta właśnie dziedzina życia jest mniej ciekawa, mniej opłacalna i w związku z tym należy ją przerzucić na kobiety.

I jakoś tak – wszyscy, z Magdaleną Środą na czele, ochoczo zgodzili się na to, żeby dom, rodzina, szkoła, dzieci, związki, miłość i takie tam, zupełnie nieistotne dla świata rzeczy, uznać za nieistotne dla świata rzeczy.

Za rzeczy dla świata istotne, należy zaś uznać kariery, politykę, wojny... i, z jakiegoś nie zupełnie dla Wiedźmy zrozumiałego powodu – piłkę nożną.

Wiedźma, jako jednostka dzieci nie chcąca i nie posiadająca, za to ze słabością do spoconych mężczyzn biegających za piłką, z jednej strony, dosyć dobrze to rozumie. Z jednej strony Wiedźma jest całkiem zadowolona, że dowiaduje się o brakach w swoim życiu i kobiecym powołaniu raz na pół roku, a nie – jak mogłaby – raz w tygodniu albo i codziennie.  

Z drugiej jednak strony... Z drugiej strony, Wiedźma nie rozumie. Wiedźma nie rozumie, dlaczego „silna postać kobieca” ma polegać na tym, że owa postać kobieca dostanie naprawdę duży karabin. Karabin to chujoza i służy do zabijania ludzi. Dlaczego postać, która zabija ludzi, miałaby być silniejsza niż postać, która wychowuje dzieci? Serio, wychowywanie dzieci wydaje się być trudniejsze, bardziej czasochłonne i zdecydowanie bardziej męczące.

Jest taka narracja, która mówi, że empatia, cierpliwość, emocjonalność i czułość należą do kobiet i w związku z tym w prawdziwym, męskim świecie nie ma dla nich miejsca.

I Wiedźma nie ogarnia – dlaczego tak często próbujemy dokonać w tej narracji zmian połowicznych? Dlaczego – zamiast powiedzieć, że to są, cholera, dobre rzeczy, wszystkim, razem najbardziej męskimi z męskich mężczyznom, takim żującym pszczoły, potrzebne jak powietrze – milcząco zgadzamy się na to, że tak, empatia, cierpliwość, emocjonalność i czułość są – słabościami.

Wyzwoliłyśmy się z obowiązku opiekuńczości – i pozwoliłyśmy zdyskredytować opiekuńczość.

A przecież – to jest najważniejsze. To jest fundamentalne. Nie ma zajęcia, które powinno być bardziej wspierane – na wszelkie możliwe, w tym finansowe sposoby – niż wychowywanie i uczenie dzieci. Nie ma zajęcia, które powinno cieszyć się większym szacunkiem.

I jeśli tego nie ogarniemy – jeśli nie zaczniemy wspierać rodziców, jeśli nie przetniemy dyskursu o „kurach domowych”, jeśli nie zaczniemy płacić przyzwoicie nauczycielom i przedszkolankom, jeśli nie zaczniemy, jako społeczeństwo, szanować tych ludzi, niezależnie od ich płci, którzy i które wychowują przyszłe pokolenia, to...

W tym świecie, Lord Voldemort nie będzie miał pewnie różdżki. Ale rasizm, totalitaryzm, wyzysk, niewolnictwo i ludobójstwo to już są rzeczy całkiem w tej rzeczywistości realne.

poniedziałek, 09 czerwca 2014
Wiedźma podąża za modą i też friendzone

 Bo tak trochę Wiedźma nie ogarnia.

 To znaczy – ostatnio Wiedźma zauważa coraz częściej te rwące rzeki, wypłakiwane z ócz biednych chłopców, a streszczające się w krótkim – bo ona nie chce mi dać.

 Bo ja, wiecie, taki dobry, taki miły, tak się staram – a ona nie chce mi dać! A przecież już dawno na ten dostęp do majtek zarobiłem!!!11jedenaście.

 Tu by Wiedźma mogła się rozpisać o różnych aspektach zjawiska, ale po co, skoro już orała Naima  i Nina Wum  oraz Waterloo również  

Jest więc taka sprawa, że –

- ludzie się sobie podobają, albo nie podobają. Takie jest życie, in general, bolesne i niesprawiedliwe, nieprawdaż. A ludzie, w miarę jak dorastają, uczą się (a przynajmniej powinni), jak sobie z tym radzić.

 Wiedźma była, wiecie, dosyć przeciętną nastolatką. Nigdy nie należała do kobiet, które samym swoim pojawieniem się zapierają dech w piersiach.

 (W perspektywie czasu – i z perspektywy osoby, która nade wszystko ceni sobie święty spokój – Wiedźma uważa, że to w zasadzie błogosławieństwo.)

 Więc – Wiedźma nie cieszyła się jakimś szalonym powodzeniem. Ale – była osobą raczej przyjazną, dawała ściągać, można z nią było pogadać i napić się taniego wina – zatem Wiedźma miała kolegów. (Koleżanki również, ale tym razem rzecz idzie o kolegach.)

 A ponieważ, poza kolegami, Wiedźma miała również hormony, którym – stosownie do wieku – zdarzało się szaleć, Wiedźma wielokrotnie miewała ochotę na przeniesienie relacji z niektórymi kolegami na inny poziom – ten zawierający przyjemne ćwiczenia fizyczne, uprawiane zazwyczaj w parach.

 Czasami – i to jest ten przypadek, którego nie będziemy dziś omawiać – ochota Wiedźmy zbiegała się z ochotą kolegi. A czasami nie. I wtedy młodociana Wiedźma musiała radzić sobie z przykrym uczuciem odrzucenia.

 Nie była w nim odosobniona. Umówmy się – przykre uczucie odrzucenia jest takim czymś, z czym musi się zmagać większa część nastolatków płci obojga. Wiedźma bywała odrzucana i przychodziła po pocieszenie do koleżanek. Koleżanki Wiedźmy bywały odrzucane – i przychodziły po pocieszenie do Wiedźmy. Wiedźma odbyła godziny rozmów o tym, jak bardzo bywa nam smutno, kiedy ten wymarzony, ten co nam się śni – mówi, że w grę wchodzi wyłącznie koleżeństwo.

 I jest taka – wiecie – zabawna rzecz. Nigdy, ale to zupełnie nigdy, nie słyszała Wiedźma o friendzone. Nigdy ani Wiedźma, ani żadna z tych „tylko” koleżanek, nie wygłosiła opinii, że – przecież jestem taka fajna, taka ładna, taka mądra i jestem dla niego miła, więc należy mi się dostęp do dóbr w jego spodniach. Jakoś... nie.

 Wiedźmy koleżanki nigdy nie stworzyły sobie kategorii dobrych kobiet, którym należy się męskie zainteresowanie, a które są przez złych mężczyzn krzywdzone jego brakiem. Wiedźmy koleżanki nigdy nie dorobiły sobie ideologii do faktu, że czasem zainteresowanie nie jest odwzajemnione. Po prostu – uznałyśmy, że tak bywa.

 I być może dzięki temu, dzisiaj, kiedy Wiedźma słyszy – ej, Wiedźmo, ale wiesz, między nami to koleżeństwo/przyjaźń/kumpelstwo i browary – Wiedźma nie czuje, jak jej kobiecość trzęsie się w posadach, a jej poczucie własnej wartości pęka z hukiem.

 Wiedźma przyjmuje taką deklarację z zadowoleniem – bo daje jej ona przyjemne poczucie wiedzy, na czym się stoi.

 I Wiedźma szalenie docenia tych swoich kolegów, którym powiedziała – stary, świetnie mi się z tobą gada, jesteś świetnym kumplem, niech tak zostanie, bo nie mam ochoty na nic więcej – a oni odpowiedzieli, jasne, Wiedźmo, jesteśmy kumplami. I nie pierdolili potem po pijaku, że ich Wiedźma zapchała we friendzone. Że przecież tak się starają, a zła Wiedźma odmawia im dostępu do dóbr. Że – z innymi to sypiasz, to mnie też się należy!

Nic się nikomu nie należy, ziomeczki. Najwyższy czas, żebyście przyswoili tę ważną lekcję dorastania i przestali zalewać internety żałosnym ziamlaniem o tym, jak bardzo wam się należy dostęp do czyjegoś ciała.

środa, 23 kwietnia 2014
Mój kraj taki piękny, a Wiedźma taka abnegacja.

Lenistwo, abnegacja i brak szacunku – dowiedziała się bowiem Wiedźma ostatnio, z fascynującego tekstu, zamieszczonego na równie fascynującym portalu foch.pl

Tak, Wiedźma wie – kopanie focha to trochę wstyd. Ale wiecie, nawet Navaira kopał focha, a Wiedźma też ma słabości.

Co prawda nie przypuszczała, że aż takie.

Ale, wracając do tekstu – który zresztą polecam, szczególnie osobom, które tak jak Wiedźma, malują się od wielkiego dzwonu, albo wcale. Wiele się o sobie dowiecie, a wiedza, jak wiemy jest kluczem do potęgi – albo posady woźnego, badania w tym kierunku nadal trwają.

Autorka naszego tekstu otóż dokonuje fascynującego odkrycia – zauważa mianowicie, że szpilki i makijaż nie idą w sprzeczności z feminizmem. Wysłuchajmy fanfar! Które jednak muszą zaraz zamilknąć, bo musimy tez wspomnieć o innym najnowszym odkryciu, mianowicie papież Polak nie żyje, a my, szczęśliwie, od czternastu już lat żyjemy w dwudziestym pierwszym stuleciu.

W tym momencie Wiedźma pragnie autorce podpowiedzieć, że przedkładanie roweru nad samochód, diety wegetariańskiej nad mięsną i koloru czerwonego nad żółty również nie idą w sprzeczności z feminizmem, feminizm bowiem to nie lajfstail, tylko pewien – nie do końca określony - zbiór poglądów – z którego mogą, chociaż nie muszą wynikać pewne działania, podejmowane w pewnych celach.

Podkreślone wężykiem? Doskonale, jedziemy zatem dalej.  

Jednym z poglądów, znajdujących się w zbiorze Wiedźmy, jest przekonanie, że obowiązki nie wynikają z płci – a w szczególności, że z płci kobiecej nie wynika obowiązek bycia ozdobą domu i biura.

Z poglądem nie zgodzi się zapewne autorka tekstu, która wynosi potrzebę bycia ozdobą na zupełnie nowy poziom – czuje się zobowiązana być ozdobą już nie tylko domu, czy biura, ale również autobusu i warzywniaka, zaś inną postawę, prezentowaną między innymi przez Wiedźmę, nazywa brakiem szacunku.

W ten sposób Wiedźma dowiedziała się, że okazuje brak szacunku paniom ekspedientkom, nabywając towary bez makijażu – i ta myśl wprawiła ją na chwilę w pewien stupor.

Po stuporze przyszedł czas na smutek, bo Wiedźma uświadomiła sobie, że mniej więcej połowa społeczeństwa bez przerwy, na każdym kroku okazuje światu brak szacunku. A mogłoby być tak pięknie!

 

Być może, że Wiedźma znęca się nad tym – nie tak znowu przecież istotnym! – tekstem trochę bez sensu. Być może to w ogóle strata czasu. Ale – Wielki Pierzasty Wężu! – od dawna już Wiedźma tak wyraźnie nie czuła takiego smutku.

Potrzeba naturalności nie tłumaczy abnegacji. Ja prędzej zasnęłabym w makijażu niż pokazała się obcej osobie o poranku taką, jaką mnie Bóg stworzył. A trudno walczyć o schludność, gdy zewsząd jesteśmy karmieni nonszalancją.

Wiedźma powiedziałaby, że kładzenie się spać w makijażu, żeby nas nikt przypadkiem rankiem bez niego nie zobaczył, to raczej dokładna odwrotność tego, co Wiedźma przywykła określać „schludnością” – Wiedźmy mianowicie zdaniem, mycie się przed snem jest nieodłącznym schludności elementem. Ale co tam Wiedźma wie.

Nie chodzi wcale o powielanie męskich wzorców doskonałości, tylko o niejaką przyzwoitość.

Przyzwoitość, czytelniczki i czytelnicy. Przyzwoitość. Czy Wasze dusze nie łkają bezsilnie i rozpaczliwie, kiedy spotykacie słowo „przyzwoitość” w kontekście makijażu? Bo dusza Wiedźmy właśnie to robi.

poniedziałek, 10 marca 2014
Robisz to źle

Wiedźma zauważyła z zachwytem, że przyszła wiosna, a skoro przyszła wiosna, to hej, czy nie jest to czas na kolejną notkę, w której Wiedźma przyczepi się – bez sensu w sumie – do rzeczywistości?

Dzisiaj Wiedźma będzie pisać o działaniu. Działanie jako takie jest – wiedźmim zdaniem – całkiem fajne, sprawia, że człowiek się nie nudzi, poznaje nowych ludzi, którzy często okazują się fajni – skutkiem ubocznym działania jest często problem polegający na tym, że w tygodniu jest tylko siedem wieczorów, a trzeba odbyć przynajmniej dziesięć spotkań.

Z działaniem wiąże się też inna rzecz, czyli krytyka. I tym razem Wiedźma zamierza rozmyślać o specyficznym rodzaju tej krytyki. Krytyka taka sprowadza się do – robisz to źle, a w ogóle to zajmij się czymś innym.

Ile razy, angażując się w jakieś działanie, słyszeliście, że – bez sensu to robisz, dlaczego zajmujesz się dziećmi/kotkami/antyfaszyzmem/homoseksualną propagandą (niepotrzebne skreślić), kiedy na świecie jest tyle ważniejszych rzeczy! I tu można wstawić cokolwiek z listy rzeczy, skreślonych powyżej.

Wiedźma złośliwie uważa, że taki rodzaj krytyki uprawiają namiętnie głównie ludzie, którzy na wszelki wypadek nie zajmują się żadnym rodzajem działania – ale niestety nie posiada badań na ten temat, więc złośliwość można uznać za wyssaną z (czystego!) Wiedźmy palucha.

Wiecie, o co Wiedźmie chodzi, nie? Gdyby feministki lepiej robiły feminizm, to byłyby skuteczniejsze, a tak – to wszystko gówno warte, panie.  W ogóle, to na cholerę tracisz czas na feminizm?! Zajmij się problemem bezrobocia, to jest o wiele ważniejsze!

Albo na przykład ktoś pisze sobie nocię o dyskryminacji, a ktoś inny na to – ha! Nie napisałeś o transfobii, robisz to źle! (zbieżność czegokolwiek przypadkowa, obviesly)

Czy jest coś bardziej wkurzającego, naprawdę, niż kiedy umawiamy się na spotkanie w jakiejś konkretnej sprawie i przychodzi na to spotkanie ktoś, kto zaczyna od tego, że nasza sprawa jest nieistotna i w ogóle z dupy wyjęta, a on tu ma dla nas listę zadań, które są w istocie ważne i kto się będzie nimi zajmował? No kto, skoro wy tracicie czas na jakieś pierdoły?

No więc, ten czas należy do Wiedźmy. Wiedźma może go spędzić pisząc notki. Albo organizując sterylizację dla bezdomnej kotki. Albo – jak jej się zechce – oglądając Muszkieterów BBC, ten sam odcinek po raz sześćdziesiąty, bo taką właśnie Wiedźma ma ochotę i nic nikomu do tego, nespa? (Powyższe zdanie zawiera lokowanie produktu, czy coś.)

Nie istnieje obiektywna gradacja ważności spraw. Dla jednych najważniejsza będzie pomoc niepełnosprawnym dzieciom, a dla innych – bezdomnym kotom, a dla jeszcze innych – represjonowanym obywatelom Ukrainy. Czy te działania się ze sobą kłócą, bo chyba nie? Więc może Wiedźma nie musiałaby walczyć z atakami szału, słysząc kolejny raz o skandalu, jakim jest tracenie czasu (własnego) i pieniędzy (własnych) na ratowanie kota, kiedy przecież dzieci!

Tym bardziej, że te wyrazy oburzenia są – przykro nam bardzo – równie irytujące jak nieskuteczne. Jakby to brutalnie nie brzmiało – Wiedźma znacznie bardziej się przejmuje kotami niż dziećmi. Co nie znaczy oczywiście, że życzy dzieciom, żeby wszystkie umarły. Po prostu w jej gradacji spraw, na które trzeba reagować natychmiast, koty są wyżej. A doba ma – niestety – tylko 24 godziny, czasem trzeba spać, a czasem oglądać Muszkieterów (bbc, see what i did there?) Być może to znaczy, że Wiedźma naprawdę jest Zimną Suką Bez Serca, okej, trzeba mieć świadomość własnej natury.

Wiedźma zdaje sobie sprawę, że w tej noci udało jej się zawrzeć głównie frustrację i jeszcze trochę frustracji. Ale patrzcie:

Homofobia

Transfobia

Rasizm

Ksenofobia

Szowinizm

Okrucieństwo wobec zwierząt

Bieda

Przemoc domowa

To wszystko są sprawy, z którymi należy coś zrobić. Robienie czegoś z chociażby jedną z tych spraw zabiera ludziom bardzo zaangażowanym cały czas wolny – i dużą część czasu, który należałoby przeznaczyć na sen. Tak trudno się powstrzymać przed wyrażeniem opinii, jak bardzo robią to źle i czym jeszcze powinni się zająć?

15:42, mieszkamnastrychu
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 października 2013
wszechmoc głupich memów

Na początek mały disclaimer: Wiedźma kocha oglądać piłkę nożną. Wiedźma ogląda piłkę nożną często i namiętnie kibicuje. Niektórzy twierdzą, że podczas oglądania meczu Wiedźma wrzeszczy jak pterodaktyl – co jest o tyle trudne do zweryfikowania, że w dzisiejszych czasach wrzask pterodaktyla usłyszeć, a co za tym idzie porównać z wrzaskiem Wiedźmy, jest raczej trudno. (Nie, Torchwood się nie liczy.)

Wiedźma namiętnie zbiera również plakaty, którymi później okleja sobie ściany strychu, a także wygrzebuje w rozmaitych tanich armanich koszulki i szaliki ulubionych klubów. Jest to, myśli Wiedźma, mania stosunkowo niegroźna, dopóki gdzieś w zakamarkach mózgu czai się zdroworozsądkowe przekonanie, że świat na pewno się nie zawali, jeśli Arsenal FC po raz kolejny nie wygra Ligi Mistrzów. Tym bardziej, że Liga Mistrzów jest co roku.

Oczywiście znacznie bardziej bolesnym zagrożeniem dla świata jest przerażająca możliwość, że Niemcy nie wygrają mundialu – ale ostatecznie, powtarza ta rozsądna część wiedźmiego umysłu – za cztery lata będzie następny mundial.

Anyway – Wiedźma dosyć dobrze rozumie, że można do tych dwudziestu dwóch gości, biegających w śmiesznych piżamkach po boisku za jedną piłką, przykładać nieco więcej wagi, niż – wydawałoby się – zasługują. Ostatecznie, jednym z najbardziej emocjonujących wydarzeń w bogatym w emocje życiu Wiedźmy był nieoczekiwany transfer Mesuta Özila z Realu Madryt do Arsenalu.

Jest taki popularny film Fight club. Wiedźma tego filmu nie lubi i nie do końca go rozumie – podobnie, jak nie do końca rozumie potrzebę obijania sobie paszcz w imię koloru szalika. No ale jeśli ktoś taką potrzebę ma, to kimże Wiedźma jest, żeby mu zabraniać? Szczerze, Wiedźma totalnie nie rozumie, czemu aparat przemocy państwa utrudnia ludziom spotkanie się w lesie i obicie sobie paszcz, jest to dla Wiedźmy przejaw tej samej opresyjności, która zabrania eutanazji, wymyśla przymusowe badania lekarskie i zamyka w szpitalach dorosłych ludzi, którzy podjęli suwerenną decyzję o zakończeniu – teoretycznie własnego – życia.  

Jak już czytelnik się chyba domyślił, Wiedźma jest kibicką. Wiedźma czytuje kibicowskie fora i z radością ogląda kibicowskie memy. (od czasu do czasu Wiedźma natyka się na ten popularny mem z pierwszą jedenastką Realu Madryt i podpisem – jeśli rozpoznajesz ich wszystkich, wyjdź za mnie. Otóż Wiedźma chciałaby powiedzieć, że jakkolwiek docenia propozycję i tak dalej, bardzo jej miło, to za mąż wychodzić nie zamierza, ani w tej najbliższej, ani dalszej przyszłości, dziękuję.)

Od czasu do czasu Wiedźma natyka się na ten mem, który zawsze zmusza ją do chwili zadumy. Występuje on w różnych wariantach i odmianach, zawiera jednak trzy stałe; kobietę, spalony i niewiedzę. Krótko mówiąc, mem w ten czy inny sposób twierdzi, że baby są głupie, bo nie wiedzą, czym jest spalony.

Wiedźma pominie tu pewne truizmy, znane już chyba wszędzie poza dziwnym portalem Foch!, takie jak – kobiety również oglądają piłkę nożną. (nie, naprawdę.) Wiedźma nie będzie tłumaczyć, że oglądanie piłki pociąga za sobą niejako automatycznie zrozumienie, czym ten spalony jest. (Szczególnie, jeśli gra Hiszpania, a napastnikiem jest akurat David Villa. Przy okazji, Wiedźma może Wam sprzedać dobre zasady do drinking game ;))

To, co Wiedźmę zawsze przy tym memie fascynuje, to fakt, że znajomość jakiejś zasady jakiejś gry, miałaby wyznaczać cokolwiek.  

Wiedźma na przykład gra w brydża, a co za tym idzie, wie, czym jest impas. A także ekspans. I nigdy, ale to nigdy Wiedźma nie widziała na ten temat mema.

Wiedźma za to nie gra w szachy i jakkolwiek może przypomniałaby sobie, na czym polega roszada, to już szewski mat pozostaje dla Wiedźmy zupełną tajemnicą – i na ten temat Wiedźma też nie widziała mema!

Więc jest tak – nie dość, że pozwoliliśmy sobie wkręcić, że tych dwudziestu dwóch gości biegających po boisku za jedną piłką, to jest jakaś wartość na tyle wartościowa, że wszyscy wszystkie musimy się dokładać do budowania im odpowiednio luksusowych boisk. Nie dość, że wzorek na piżamkach staje się jakąś ogólnonarodową batalią o ogólnonarodowe dobro.

Pozwoliliśmy i pozwalamy sobie również wkręcić, że znajomość, bądź nieznajomość zasad jakiejś gry jakoś o nas świadczy. Doprowadziliśmy do sytuacji, w której możemy nie wiedzieć, czym jest spalony, jeśli jesteśmy kobietą, kobietą, kobiecą kobietą. Ale jeśli chcemy być poważnie traktowaną kobietą, to już lepiej wiedzmy, nie? Ja ci, kochanie, zaraz wytłumaczę!

Są ludzie, którzy lubią brydża i wiedzą, czym jest impas. Ludzi, którzy w brydża nie grają, zasady brzydża w naturalny sposób nie ciekawią. Płeć i orientacja seksualna nie mają tu nic do rzeczy.

Są ludzie, którzy lubią szachy i dalej analogicznie.

Droga czytelniczko, drogi czytelniku. Jeśli nie lubisz piłki, jeśli ona Cię nudzi, a nawet wkurza, to jest Twoje chrzanione prawo. Nie musisz wiedzieć, czym jest spalony. Po prostu – nie musisz. I następnym razem, kiedy ktoś zacznie Ci to tłumaczyć, bo przecież to jest bardzo proste i na pewno zrozumiesz – zamiast siedzieć, patrzeć w przestrzeń i czekać, aż skończy – po prostu powiedz mu, żeby zjeżdżał. Ty ostatecznie nie zmuszać ludzi, żeby zapoznawali się z zasadami gry w go, sapera, ani munczkina, prawda?

Po prostu powiedz mu, żeby zjeżdżał.

 
1 , 2 , 3 , 4