Blog > Komentarze do wpisu
Młodzi, czas się obudzić, z ręką w nocniku, znowu, ale do tego przecież zdążyliśmy się przyzwyczaić

Czyli pan Błażej Lenkowski, młody człowiek zajmujący się pracą umysłową, martwi się o naszą przyszłość.

Czyli o naszą emeryturę. Której prawdopodobnie nie będzie, ha ha, zaśmiała się Wiedźma, patrząc na pasek swojej wypłaty i sumę, którą teoretycznie zarobiła, a którą państwo zapobiegliwie przekazało natychmiast na szczytny cel zapewnienia Wiedźmie godnej starości. O ile oczywiście Wiedźma dożyje sędziwego wieku 67 lat, cały czas pracując. No ale:

Pokolenia III RP są od niej [pracy] uzależnione. Jestem przekonany, że dla większości osób z tych pokoleń dzień przejścia na emeryturę będzie swoistym końcem świata.

 Pan Błażej jest przekonany. Wiedźma pragnie pogratulować, przekonania ważna rzecz (por. po co mi wiedza, skoro mam przekonania.)

Wiedźma zastanawia się tylko, kogo pan Błażej określa mianem „pokoleń III RP”. Kasjerki w Biedronce? Och tak, to musi być uzależniające. Operatorki maszyn w drukarni? Wiedźma do dziś pamięta zapach farby i lakieru, ach nasztachać się jeszcze raz! Panie sprzątaczki? Życie bez latania ze ścierą to faktycznie koniec świata.

A może pan Błażej ma na myśli siebie? Młodego (sądząc po zdjęciu), wykształconego mężczyznę, który z całą pewnością pracuje tylko na jeden etat, a kiedy wraca do domu po ośmio (lub dwunasto) godzinnej zmianie, nie natyka się na gromadkę dzieci, którym musi powycierać noski, nakarmić, posprzątać i tym podobne nieistotne rzeczy, nazywane zwykle „siedzeniem w domu”.

No, ale praca jest dobrem. I jest fajna. Jeśli jej nie lubisz, to znaczy, że jesteś reliktem komunizmu. Nikt nie chce być reliktem komunizmu, więc ściery w garść i do boju, z pieśnią na ustach, i wesoło!

Osobiście wolę pracować kilka lat dłużej, nawet na niepewnym etacie, z koniecznością przekwalifikowania się i zmiany pracy, ale mieć zapewnione minimum przetrwani na starość.

Wiedźma osobiście wolałaby, żeby państwo nie robiło jej w wała i nie defraudowało pieniędzy, które rzekomo pobiera na zapewnienie Wiedźmie godnej starości. Ale

Cudów nie ma

 Zauważa pan Błażej i tłumaczy:

 Środki, które wpłacamy do ZUS, są przecież od razu wydawane na sfinansowanie bieżących emerytur. W efekcie na kontach w ZUS mamy jedynie zapisy księgowe. Aby te zapisy księgowe przełożyły się na wypłatę naszych emerytur za 30 lat, musi istnieć odpowiednia liczba osób wówczas pracujących i wpłacających wystarczające kwoty do ZUS.

Czyli po naszemu: pieniądze, które poprzednie pokolenia zbierały na swoje emerytury, przepadły, zniknęły jak sen jaki złoty. Pieniędzy nie ma. Ale ciężaru utrzymania dzisiejszych emerytów nie weźmie przecież na siebie państwo! Państwo ma o wiele ważniejsze wydatki. Na przykład stadiony. Ciężar utrzymania dzisiejszych emerytów mają wziąć na siebie dzisiejsi pracownicy, którzy tym samym nie odłożą nic na własną emeryturę. Kłopot państwo próbuje rozwiązywać na dwa sposoby:

- po pierwsze - i to jest sposób, którym nasze państwo posługiwało się do tej pory - udawać, że problemu nie ma. Ostatecznie katastrofa nastąpi dopiero za parę lat i nie przełoży się na wynik najbliższych wyborów, poza tym, emeryci, ludzie starzy i schorowani, nie wezmą przecież kamieni i nie pójdą blokować miasta.

- po drugie można rozwiązać go skutecznie. Trochę bardziej brutalnie wprawdzie, ale jak już wspominaliśmy w punkcie pierwszym, katastrofa nastąpi za kilka lat i nie przełoży się na wynik najbliższych wyborów. Rozwiązanie skuteczne jest bardzo proste i polega na tym, żeby znacząco zmniejszyć ilość emerytów.

Innych sposobów Pan Błażej nie widzi, w związku z tym postuluje ten drugi, zapewne dlatego, że może z dużym prawdopodobieństwem założyć, że populacja emerytów nie zmniejszy się o pana Błażeja. (Zmniejszy się o kasjerki w Biedronce, operatorki maszyn w drukarniach, sprzątaczki i robotników budowlanych, ale kto by się tam nimi przejmował?)

Czyli, w jeszcze większym skrócie, państwo zabiera pieniądze, które teoretycznie zbieramy na nasze emerytury, a my po prostu na emerytury nie pójdziemy. Proste? Proste.

Zresztą, dowodzi pan Błażej, przecież wcale nie chcemy. Emerytura to okropna sprawa:

Co to oznacza dla społecznego życia większości osób, które nie będą emerytami milionerami? Pustkę, siedzenie w domu, telewizor, ograniczone kontakty z innymi, autoizolację. Co szczęśliwsi będą mogli liczyć na posiadanie działki i możliwość pracy na niej (pracy - uwaga - pracy!).

Wiedźma już widzi tych wszystkich emerytów, którzy w celu autoizolacji wyrzucą przez okna swoje komputery, telefony itp, zostawiając sobie tylko telewizory, w których na wszelki wypadek zostaną tylko trzy programy. Wiedźma już sobie wyobraża ten dramat emerytów, pielących swoje grządki, w celu zapewnienia sobie choćby namiastki pracy w Biedronce, czy innym Tesco. Wiedźma już sobie wyobraża tę tęsknotę zamkniętej w czterech ścianach kasjerki, której nikt od tygodnia nie zwymyślał, smutek sprzątaczki, która z tęsknoty za detergentem pucuje po raz trzeci czyste talerze. Te wyobrażenia normalnie rozrywają Wiedźmie serce. Czy coś.

Najwyższy czas się obudzić. I wyjąć rękę z nocnika.

czwartek, 08 marca 2012, mieszkamnastrychu

Komentarze
2012/03/08 12:49:56
<3
-
2012/03/08 17:53:56
Dobrze, że wzięłaś to na tapetę, bo ktoś powinna była.
-
2012/03/12 19:05:54
Pierwsze - nie da się PRACOWAĆ na niepewnym etacie. Albo się pracuje na etacie, albo nie. Są różne formy, zatrudnienia - ale etat jest albo go nie ma.

Drugie - fajnie móc pracować do 67, 71, 84 roku życia. Klucz zawarty jest w małym słówku "móc" nie "MUSIEĆ".

Trzecie - nawet na spokojnym stanowisku pracownika umysłowego trzeba nadążać. Mam przykłady z pracy, że gdzieś tak koło 60-65 r.ż, niekoniecznie i nie wszyscy nadążają. I wtedy co? Degradować? Ścinać toporem? Przekwalifikowywać na sprzątaczy?

Czwarte - trzeba patrzeć dalej niż na koniec własnego nosa - są różne zawody, nie wszystkie lekkie, łatwe i przyjemne...

-
2012/03/15 16:53:19
przepraszam , zacząłem czytać i nie mogę się powstrzymać od komentarzy.
W najbliższych latach czeka nas na pewno katastrofa finansów publicznych i to jest pewne jak nic. Pytanie nie brzmi czy dojdzie do tej katastrofy tylko kiedy. W ostatnich latach dobrowolnie pozbyliśmy się około 1 mln ludzi pracujących. Zwyczajnie nie daliśmy im pracy. Dlaczego, ponieważ każda kolejna reforma czegokolwiek to jedna wielka katastrofa, są koszty reformy , a z żadnej nie ma zysku. Przykłady, proszę bardzo:
- powstanie powiatów
- powstanie gimnazjów
- powstanie NFZ
do powstania potrzebny zawsze jest budynek i dyrektor, a ten nie może istnieć bez sekretarki, ktoś powinien im naliczyć im pensje mamy księgową, ona nie będzie sprzątać zatrudnijmy sprzątaczkę. Szanowni pracownicy potrzebują telefonów, komputerów, szafek, stołów i po co żeby obsłużyć zadania, które wcześniej ktoś obsłużył, ale cztery dodatkowe etaty powstały. Tylko ch.... jasna, utrzymywane są z podatków, a tych jest mniej bo zniknął z Polski jeden milion Polaków, którym nie chciało się już dłużej czekać na lepsze warunki
-
2012/03/30 22:16:36
Normalnie kocham twoje wpisy. Wreszcie tekst na temat, a nie wieczne pitulenie, że tylko lenie i spady po PRLu nie chcą pracować do usmarkanej śmierci na chwałę ojczyzny. No ja też nie chcę, bo mam takie bardzo niemiłe uczucie, że pomimo tej całej troski o kobiety, rodzinę itp. to ja się urobię, jeszcze dzieci wychowam a one pójdą pracować na super emeryturę jakiegoś pana w drogim garniaku, a ja zostanę z ręką wiadomo gdzie.